Ekonomia,Podróże 21 kwietnia 2013, 16:09

Twoje biuro podróży zbankrutowało? Nikt ci nie pomoże

Sytuacja w branży turystycznej jest dużo gorsza niż rok temu, kiedy upadało Sky Club czy Triada. W tym roku, jeśli zbankrutuje biuro podróży, nikt nie zapewni podróżnym powrotu do kraju. – Trudno oczekiwać od urzędów marszałkowskich, by z dnia na dzień zamieniali się w touroperatorów – mówi portalowi Money.pl Tomasz Rosset z Polskiej Izby Turystyki.

Twoje biuro podróży zbankrutowało? Nikt ci nie pomoże

Twoje biuro podróży zbankrutowało? Nikt ci nie pomoże

Trapione problemami finansowymi urzędy marszałkowskie w tym roku już nie chcą pomagać podróżnym. – Nie będą ściągać turystów z zagranicy, jeśli biurom podróży zabraknie pieniędzy z polis – jednoznacznie deklaruje Wojciech Biliński, dyrektor departamentu turystyki w Dolnośląskim Urzędzie Marszałkowskim. To samo mówi Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego.

Kwoty, jakie powędrowały na ten cel w ubiegłym roku mocno uszczupliły budżety urzędów. Jak informuje NIK, wydały one łącznie blisko pół miliona złotych. Ostre deklaracje ze strony urzędów wynikają również tego, że pomoc zaoferowana podróżnym w 2012 roku była na granicy prawa. Nie ma bowiem żadnego wymogu, który nakazywałby lub zezwalał marszałkom na podejmowanie tego typu działań.

Na pastwę losu podróżnych zostawia także Ministerstwo Sportu i Turystyki. – Zgodnie z obowiązującymi przepisami, to na przedsiębiorcy ciąży obowiązek zapewnienia odpowiedniego zabezpieczenia finansowego, które będzie wystarczające do pokrycia kosztów powrotu, a także zapewnienia zwrotu wpłat wniesionych tytułem zapłaty za wyjazd – informuje Money.pl Katarzyna Kochaniak, rzeczniczka minister Joanny Muchy.

Prawo pozwala marszałkom umywać ręce od kłopotliwej branży. Tak samo, jak nie zmusza ich do przeprowadzania dogłębnych kontroli biur podróży, które teoretycznie nadzorują. Nie ma bowiem żadnego przepisu, który dawałby im narzędzia do efektywnego sprawdzania kondycji finansowej tych przedsiębiorstw. – Nie możemy badać płynności finansowej tuż przed sezonem. Możemy opierać się tylko na oświadczeniach biur, które składane są w momencie wpisu do ewidencji. Przez brak odpowiedniej ustawy, czy przepisu, jesteśmy ograniczeni tylko do kontrolowania m.in. umów lub stosowania niedozwolonych praktyk, które uderzają w klientów – przyznaje Wojciech Biliński.

Urzędy nie są w stanie nawet sprawdzić, czy któraś z firm w ich województwie znajduje się na listach dłużników w Biurze Informacji Gospodarczej. Tymczasem według jednego z nich – Krajowego Rejestru Długów – aż jedna dziesiąta biur podróży w Polsce ma problemy z płynnością finansową i duża część z nich może zbankrutować jeszcze w 2013 roku.

To, czego nie mogą urzędy, mogą za to ubezpieczyciele. – Ubezpieczyciele troszeczkę się ocknęli po 2012 roku i przeprowadzają dodatkowe sprawdziany. My również to robimy i bierzemy pod uwagę sprawozdania finansowe z poprzednich lat i z okresu bieżącego – wyjaśniał w wywiadzie dla Manager.Money.pl Marat Nevretdinov, wiceprezes TU Europa, firmy, która na bankructwie Sky Club straciła 25 milionów złotych.

Ze strony rządu nie widać żadnych konkretnych działań, aby sytuację naprawić i lepiej kontrolować biura podróży. Chociaż minister Joanna Mucha zaraz po głośnych bankructwach sprzed roku szumnie zapowiadała wprowadzenie Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego, to powiedziała niedawno, że nie powstanie on na pewno w tym roku. Miałby zapewnić środki na ewentualne ściąganie do kraju klientów biur podróży, które upadły. Prace jednak wciąż są na bardzo wczesnym etapie. – Ministerstwo Sportu i Turystyki uzyskało zgodę na przygotowanie projektu założeń do projektu ustawy o Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym. Projekt założeń został wpisany do Wykazu Prac Legislacyjnych Rady Ministrów – dowiedział się portal Money.pl od Katarzyny Kochaniak.

W związku z tym, że nadal nie istnieje ani specjalny fundusz, ani przepisy, które pozwalałyby na pomoc ze strony urzędów marszałkowskich, to ewentualni poszkodowani klienci zostaną na lodzie. Jedyne, co zamierza zrobić rząd w tej sprawie, to wprowadzić rozporządzenie ministra finansów zwiększające stawki sum gwarancyjnych dla biur podróży. Na obecnie obowiązującym poziomie obowiązywały stawki wyliczane na podstawie 12 proc. przychodu, jednak nie mniej niż 40 000 euro. Teraz będą one wynosić 12 proc. przychodu, ale już nie mniej niż 149 000 euro – informuje Money.pl Ministerstwo Finansów.

To zamiast pomóc, może pogrążyć jeszcze więcej niewielkich firm turystycznych, a na dodatek wcale nie rozwiąże problemu z powrotami, jeśli w tym samym czasie nie zostanie stworzona odpowiednia ustawa o funduszu gwarancyjnym. – Sumy gwarancyjne jest najłatwiej wprowadzić. Natomiast trzeba pamiętać, że nie będą one dotyczyły biur, które odpowiednie gwarancje już mają wykupione – wyjaśnia Tomasz Rosset. – Jeśli rozporządzenie zostanie wprowadzone, to odniesie sukces w dużej mierze PR-owy. Poza tym nie przyczyni się w żaden sposób do zabezpieczenia klientów. Zrobi sporo zamieszania, a wiele biur nawet nie doczeka nowego ustawodawstwa – dodaje.

Turyści muszą więc radzić sobie sami. Najlepiej na własną rękę sprawdzać biuro, jakie wybierają. – Powstał w specjalny serwis Wczasopedia.pl, gdzie każdy może sprawdzić ratingi większości biur podróży w kraju. Dostępne są tam dane finansowe z roku 2011, dotyczące m.in. obrotu i liczby klientów – podpowiada Agnieszka Gujgo, prezes Urlopy.pl zaznaczając, że bardziej aktualnych danych nie zdobędziemy.

Wielu podróżnych stara się na własną rękę zabezpieczać przed ewentualnymi kłopotami podczas wakacji i zabiera ze sobą własne oszczędności w razie czego. Innej możliwości niestety nie ma. – Wielu klientów pyta nas o to, czy mogą wykupić dodatkowe ubezpieczenie na wypadek bankructwa biura podróży – przyznaje Agnieszka Gujgo. – Niestety. Nic takiego nie istnieje.

Piotr Kaszuwara
Money.pl

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: