Nauka,Publicystyka 17 stycznia 2013, 10:34

Tam, gdzie kończą się autorytety

stalin_einsteinBezmyślność w propagowaniu złotych myśli Alberta Einsteina, jest głupotą dwojaką. Po pierwsze, cytaty te są bardzo często nieprawdziwe, po drugie dotyczą one zwykle wszystkiego, tylko nie fizyki. O ile Einstein był niewątpliwym autorytetem w dziedzinie nauk ścisłych, to już wartość jego poglądów ekonomicznych, etycznych czy politycznych może budzić wątpliwości. Przywoływanie myśli wszelakich niemieckiego fizyka może dziwić o tyle, że jest on sztandarowym przykładem zabłąkanego autorytetu, znanego jako „choroba noblistów”. Otóż mało kto wie, iż Einstein był znanym piewcą socjalizmu w radzieckiej formie. Spod jego ręki wychodziły takie działa jak „Dlaczego socjalizm?”, w której zachwycał się wymiarem społecznym i gospodarczym socjalizmu, nazywając kapitalizm „drapieżną fazą rozwoju człowieka”. Oczywiście wygłaszanie takich opinii w czasach makkartyzmu nie mogło przejść w USA bez echa. Dzięki swoim kontaktom z prominentnymi postaciami komunizmu Einstein dorobił się liczącej 1427 stron teczki w FBI. Jeden z amerykańskich kongresmenów John Rankin nazwał nawet Einsteina „urodzonym agitatorem, stworzonym do dalszego rozprzestrzeniania komunizmu w świecie”. Zachwyt nad gospodarką centralnie planowaną nie jest oczywiście jeszcze żadną intelektualną zbrodnią. Jednak wybielanie postaci Józefa Stalina wymaga już naprawdę skomplikowanych operacji myślowych dla uporania się z niewygodnymi faktami.

Choć Einstein nie zwykł gloryfikować Stalina publicznie, jego poglądy w tej materii znamy dzięki wydanej w latach 70. korespondencji z Maxem Bornem (The Born-Einstein Letters) oraz rozdziałowi (My Running Debate with Albert Einstein) z biografii Sidneia Hooka. Z listów do Borna znamy powód, dla którego Einstein odmówił przyłączenia się do międzynarodowej komisji kierowanej przez Johna Deweya do zbadania procesów moskiewskich. Einstein po prostu odrzucał możliwość sfingowania procesów przez Stalina, powołując się przy tym na ludzi, „którzy znają się na Rosji najlepiej”. W roku 1948, kiedy oczywistym stało się, iż Związek Radziecki jest krajem totalitarnym, w prywatnej korespondencji do Hooka Einstein pisał: „Choć nie jestem ślepy na słabości władzy rosyjskiej, nie mogę nie dostrzec jej wielkich zasług. Nie jestem pewien, czy byłyby możliwe w przypadku stosowania przez nią (władzę) łagodniejszych metod”. Słowa Einsteina usprawiedliwiające radziecki terror są niezrozumiałe jeszcze z jednego powodu. Einstein niezwykle ostro odnosił się do wszelkich przejawów łamania praw człowieka. Naród niemiecki nazwał nawet „krainą masowych morderców”. Tymczasem dla ZSRR stosował podwójne standardy, nazywając zbrodnie „tymczasową rezygnacją z osobistej niezależności” i „obowiązkiem złożenia tymczasowej ofiary”.

Czego uczy ta historia? Nawet najściślejszy umysł ma swoje zabobony, a polityka jest chyba największym z nich. Skrupulatne, obiektywne podejście w jednej sferze, nie rozchodzi się samoczynnym rezonansem na resztę naszego myślenia. Ta świadomość własnych ograniczeń powinna zmuszać nas do pokory w formułowaniu oryginalnych twierdzeń. Bardzo chętnie napisałbym o rzekomej zdolności zwierząt do wykrywania kierunku linii ziemskiego pola magnetycznego. Nie ma pewności czy zmysł ten istnieje i jak funkcjonuje. Nie tylko nie potrafimy wskazać narządu magnetorecepcji, ale nawet nie jesteśmy pewni, w której partii ciała zwierząt należałoby go szukać. Dla niespecjalisty to jednak za mało, aby wyśmiewać taką teorię. Jeśli w jakiejś dziedzinie nie mamy do czynienia z konsensusem, a w tym wypadku nie mamy, nie będąc fachowcem najzwyczajniej w świecie nie wypada natrząsać się z teorii, którą uznają dość liczne, obeznane w dziedzinie gremia. Nie-fizykowi zostaje cytowanie stanowiska fizyki, osobie nie będącej lekarzem nie przystoi polemizować z oficjalną linią mainstreamowej medycyny, zaś jeśli nie jesteś klimatologiem, swoje przemyślenia o braku oddziaływania człowieka na globalne ocieplenie powinieneś pozostawić dla siebie. Oczywiście, przykładanie wagi jedynie do ugruntowanych, powszechnie akceptowanych twierdzeń naukowych, spowoduje, że wiele nieortodoksyjnych acz prawdziwych przekonań zostanie przez nas potraktowanych zbyt ostrożnie. Mówiąc wprost, parę prawdziwych rzeczy uznamy za fałszywe. Nie mniej w nagrodę nie wleje się do naszej głowy ogromna ilość chłamu, cudzych szaleństw i wierutnych bzdur.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: