Kultura,Publicystyka 15 stycznia 2013, 07:08

„Pograłem na komputerze, więc idę strzelać do dzieci”

Wydana w 1976 gra Death Race. Wycofana ze sprzedaży, po tym jak media okrzyknęły ją "chorą i przerażającą".

Wydana w 1976 gra Death Race. Wycofana ze sprzedaży,
po tym jak media okrzyknęły ją „chorą i przerażającą”.

Nie wiem jak mi się to udało, ale o wydarzeniach z Newtown dowiedziałem się dziś rano. Kiedy tak nadrabiałem newsy, przykuł moją uwagę wciąż powtarzany lakoniczny opis Adama Lanzy – a dokładnie to, iż był fanem gier. Poza informacją ile miał lat, jak się nazywał, to że grał na Play Station, jest chyba trzecią najczęściej powtarzaną frazą jego opisu. Moją czarę goryczy przelał „7 Dzień Tygodnia” Radia Zet. Według Moniki Olejnik, to iż Lanza w coś tam grał było główną przyczyną jego morderczych zapędów, co potwierdzili zgromadzeni w studiu politycy. Przypomnę, że motyw gier komputerowych był wywlekany także w sprawie Andersa Breivika. Gry, w które grają przyszli mordercy są dziś stałym elementem rysu psychopatycznych zabójców. Christopher Ferguson wylicza szereg takich kozłów ofiarnych z przeszłości. W starożytności część ludzi była przekonana, że greckie dramaty mogą mącić w umysłach młodych ludzi. W wieku XIX myślano tak o czytaniu powieści. W wieku XX wskazywano kolejno na: muzykę jazzową, film, rock and roll, komiksy, rap, a obecnie na gry komputerowe. W 2008 przeprowadzono w USA ankietę, jak wielu nastolatków w wieku 12-17 lat pocina w gry wideo. Okazało się, iż były obecne w życiu 97% rówieśników Adama Lanzy. Grało w nie 94% zapytanych dziewczynek i 99% chłopców! Jeśli słyszymy więc o 20-latku, niezależnie czy strzelał do małych dzieci, czy bohaterko ratował kota uwięzionego na drzewie, z 99% pewnością był on komputerowym graczem. Oświadczam więc Pani Monice, że gry komputerowe nie są prostą drogą do mordowania, bo gdyby tak było naszymi ulicami płynęłaby rzeki krwi. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Od czasów upowszechnienia się gier, a więc od wczesnych lat 90tych wszystkie wskaźniki przestępczości spadają, zaś szczególnie wskaźnik przestępczości… wśród nieletnich. Kontrowersje dotyczą jedynie tego, czy gry przesycone przemocą mogą prowadzić do wzrostu agresji (co nie znaczy, że do wzrostu przemocy) i tylko tą opcję warto rozważyć.

Kiedy w Polsce szczytem lansu było posiadanie kolorowego kamienia do gry w klasy na chodniku, w Stanach dyskutowano już o wpływie brutalizacji gier wideo na agresje wśród dzieci. Choć debata ta ma blisko 40 lat, wciąż nie doczekała się rozstrzygnięcia. W 1990, na wniosek Josepha Liebermana doszło do przesłuchania w amerykańskim senacie znawcy tematyki agresji doktora Craiga Andersona. Anderson, powiązany z Narodowym Instytutem ds. Mediów i Rodziny, zeznał, iż przemoc obecna w grach wideo, przekłada się na wzrost agresji wśród młodych graczy. Pod koniec lat 90tych dużą popularnością cieszyła się książka Davida Grossmana „Przestańcie uczyć nasze dzieci zabijać „, gdzie wprost powiązano strzelaniny w szkoła z grami komputerowymi. Grossman rozpowszechniał w niej nieprawdziwe informacje, jakoby wojsko nakłaniało żołnierzy do grania, aby oswoić ich z zabijaniem. Kilkanaście lat temu, a więc nim na dobre rozpoczęto badania, w mediach wszystko było już rozstrzygnięta – gry typu FPS rodzą przyszłych morderców. Pierwszy cios dla tej tezy przyszedł ze strony antropologa Johna Sherriego, W 2001 roku Sherry przejrzał wszystkie badania jakie opublikowano na temat brutalnych gier i agresji. Okazało się, że jeżeli są tu jakieś powiązania to są one niewielkie, a nie tak miało to przecież wyglądać. W 2007 roku na to samo przedsięwzięcie szarpnął się Jonathan Freedman, który przejrzał ponad 200 badań jakie były wówczas dostępne. Wniosek: ogromna i przytłaczająca większość badań nie znalazła związku pomiędzy grami zawierającymi przemoc a wzrostem agresji graczy. Trzy lata temu podobną analizę przeprowadzili Ferguson i Kilburn. Stwierdzili oni wprost, że jedyną sensowną debatą jaką można toczyć w tym aspekcie, to to czy gry wideo nie powodują żadnych skutków czy prawie żadnych skutków. Za ciekawy głos można uznać książkę dwójki harvardzkich psychiatrów Lawrenca Kutnera i Cheryl Olson, „Zaskakująca prawda o brutalnych grach wideo i co z tym wszystkim mają począć rodzice”. Napisana w oparciu o ich autorskie badania finansowane przez Departament Sprawiedliwości. Książka nie tylko sugerowała nieprzywiązywanie uwagi do rzekomego wzrostu agresji, ale wskazywała na szereg korzyści jakie niosą ze sobą takie gry na rozwój dzieci i młodzieży.

Niestety nie jest tak różowo jak mogłoby się wydawać. W 2010 roku Craig Anderson powrócił ze swoją własną meta-analizą dotychczasowych prac, na nowo dowodząc, iż gry sieją zło. Sprawa zrobiła się kuriozalna. Badacze patrząc na te same dane wyciągali z nich przeciwstawne wnioski. Anderson spotkał się z natychmiastową krytyką w prasie naukowej, zaś krytycy Andersona spotkali się z krytyką jego apologetów. Tak czy owak, bez wątpienia uprawnione jest dziś twierdzenie, iż nie ma jednoznacznych dowodów na to, że nasycone przemocą gry implikują prawdziwą agresję. Tym bardziej nie ma jakichkolwiek dowodów, że granie samo w sobie prowadzi do strzelania w 5-latków z karabinu maszynowego. Gdyby rzeczywistość gier komputerowych tak łatwo przekładała się na realne życie, byłoby raczej nieciekawie. Masowe pogrywanie w rożnego rodzaju wirtualne farmy odbiłoby się na rolnictwie, zaś granie w Mario wiązałoby się w poczuciem wewnętrznej konieczności wdrapania się na dźwig, aby przeskakiwać z platformy na platformę. Swego czasu Secret Service przeanalizował preferencje 41 sprawców szkolnych strzelanin. Okazało się, że 27% z nich oglądało brutalne filmy, 24% lubowało się w brutalnych książkach, a jedynie 12% przyciągały gry zawierające przemoc. Na koniec nie chciałem być gorszy, od tych którzy straszą nad współczesnością. Ja także znalazłem przerażający rys w biografii Adama Lanzy!. „Unikał aktywności na Facebooku i Twitterze”. Ludzie, którzy nie macie facebooka, apeluję do was, nie zabijajcie nas!

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: