Publicystyka 18 lutego 2013, 18:45

Jak cudowne są cuda z Lourdes?

Trudno w to uwierzyć, ale nie licząc samego Lourdes, tylko w XIX wieku, tylko we Francji i tylko biednym dzieciom, Matka Boska objawiała się 15 razy (w 1803, 1813, 1830, 1846, 1848, 1856, 1859, 1870, 1871, 1872, 1873, 1882, 1884, 1886, 1896)! Kiedy Matka Boża zstępuje do prostaczków z zasady mówi coś o modlitwie i budowie sanktuarium. Lourdes jest dowodem, że w walce o zastępy pielgrzymów nie warto inwestować w teologiczną głębię. Lepiej postawić na element jarmarczny, taki jak magiczne źródełko. Lourdes wabi rząd dusz, dystrybuując swoją uzdrawiającą wodę za darmo, niestety kilkaset hoteli (więcej jest tylko w Paryżu) darmowe już nie są. Sanktuarium przypisuje się niezliczone cuda, jednak Kościół naliczył ich raptem 68. Same cuda to twór poprzednich epok, kiedy luki w naszej wiedzy o mechanizmach rządzących przyrodą uzupełniano interwencją boską. W ciągu pierwszych 45-lat działania Lourdes, zanotowano 40 cudownych uzdrowień. W ciągu ostatnich 45 lat jedynie 6.

Lourdes, fot. Emmanuel Brunner

Lourdes, fot. Emmanuel Brunner

Oczywiście może być wiele przyczyn takiego stanu rzeczy. Szczególnie, że wbrew obiegowej opinii to nie lekarze decydują czy dany przypadek zostanie uznany za cudowny. Lourdes International Medical Committee to de facto najniższy szczebel decyzyjny. Zgromadzeni lekarza bezwzględną większością głosów decydują czy przekazać sprawę biskupowi. Ostatecznie to właśnie grupa kanonistów i teologów wyrokuje, czy uznać dany przypadek. Wszystko to zgodnie z przepisami jeszcze z 1734 roku. Jak łatwo się domyśleć, z tego nie może wyjść nic dobrego. Mniej więcej połowa z wszystkich 68 przypadków to uzdrowienie… z gruźlicy. Dziś wiemy, że nawet nie lecząc gruźlicy mamy szanse (acz niewielkie) wyzdrowieć. Choroba ta podlega spontanicznej remisji. Jakieś 1/4 cudów z Lourdes to ustąpienia paraliżu. O ile obecnie w pełni nie rozumiemy psychosomatycznego podłoża chorób, to jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie wiedziano o nim prawie nic. Cud numer 64 – ustąpienie paraliżu w prawej części ciała i ślepoty w prawym oku – może być przykładem histerii, a nie boskiej mocy.

Wiele o cudach Lourdes powie zagłębienie się w jednym z nich. Cud numer 63 opisuje szczegółowo James Randi w swojej książce „The Faith Healers”. Jest to historia 23-letniego Włocha, chorującego na raka miednicy. Po kąpieli w magicznej wodzie Vittorio Micheli poczuł przeszywające go ciepło. Prześwietlenie biodra ukazało zregenerowaną tkankę kostną. Cud! Tymczasem Micheli nigdy całkowicie nie wyzdrowiał. Wiele lat po zdarzeniu wciąż kuleje. Używa specjalnego obuwia, które rekompensuje mu krótszą nogę. Nim udał się do Lourdes, Włoch przez 10 miesięcy przebywał w szpitalu. Micheli twierdzi, że nigdy nie przyjmował żadnych leków ani chemioterapii,. Wyleczyć mogła go jedynie Najświętsza Panienka. Pytanie, co w ogóle robił przez te 10 miesięcy w szpitalu, jeśli nie spotkało go tam nic, co mogłoby mu choć minimalnie pomóc? Z dokumentów medycznych wiemy, że już 2 miesiące przed „uleczeniem” Micheli był w stanie poruszać się bez pomocy kul. Przypadek 23-latka uznano jednak za bezprecedensowy – i słusznie. Złośliwy nowotwór miednicy to niezwykle rzadka przypadłość, zaś jego remisja jest oczywiście jeszcze rzadsza, wówczas nienotowana. Życie jest jednak wredne. Dwa lata po oficjalnym uznaniu cudu, w lutym 1978 roku czasopismo medyczne Acta Orthopaedica Scandinavica opublikowało prawie identyczny przypadek spontanicznej remisji nowotworu miednicy. Cudu oczywiście nie cofnięto, ale niecudowny niesmak pozostał.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: