Ekonomia,Raporty 4 lipca 2013, 12:32

Złoto pod presją FED i spekulantów

Za kilkanaście tygodni miną dwa lata od ustanowienia przez ceny złota rekordu wszech czasów. Od tamtej pory notowania znajdują się w trendzie spadkowym, którego efektem jest zniżka sięgająca 38 proc. Choć nie brakuje pesymistycznych prognoz, nie musi to oznaczać końca złotej hossy.

Sztabka złota, fot. Swiss Banker

Sztabka złota, fot. Swiss Banker

Od 6 września 2011 r., gdy w ciągu dnia notowania złota dotarły do 1921 dolarów za uncję, ustanawiając historyczny rekord, do 28 czerwca 2013 r. doszły do 1180 dolarów, zniżkując łącznie o 38 proc. Tylko od początku 2013 r. spadek wynosi 25 proc. Tak tanie złoto było ostatnio w sierpniu 2010 r., czyli niemal trzy lata temu. To największy i najdłużej trwający spadek w ciągu ostatnich 13 lat. Z załamaniami notowań o podobnej skali mieliśmy ostatnio do czynienia od marca do października 2008 r., gdy złoto potaniało o 34 proc. i od maja do czerwca 2006 r., gdy zniżka wyniosła 26 proc. Tak długi okres spadków wystąpił ostatnio od października 1999 r. do lutego 2001 r. Wówczas przecena osiągnęła jednak tylko 25 proc., a po jej zakończeniu zaczął się trwający 11 lat czas hossy, który przyniósł wzrost notowań o 656 proc.

W czasie, gdy ceny złota biły kolejne rekordy, mnożyły się opinie i prognozy, mówiące że zwyżka może potrwać jeszcze długo i wynieść notowania na niespotykane dotąd poziomy. Najodważniejsi eksperci lokowali je nawet w okolicach 5000 dolarów za uncję, a przewidywania zakładające zwyżkę do 2800-3000 dolarów uznawane były za całkiem realne. Często jednak bywa tak, że prognozy jedynie podążają za dominującą tendencją, a nieliczne idą pod prąd, uwzględniając różne czynniki i okoliczności. Podobnie jest obecnie. Najbardziej ostrożne wskazują okolice 1000-1100 dolarów za uncję jako poziom zatrzymania fali spadków. Te najbardziej radykalne mówią o poziomie 500-600 dolarów za uncję, jako docelowej skali zniżki. Przeważają opinie o definitywnym zakończeniu fali wzrostów i wejściu notowań kruszcu w długotrwały trend spadkowy.

Notowania złota i kontraktów na amerykańskie obligacje 10-letnie. Źródło: Stooq.pl

Notowania złota i kontraktów na amerykańskie obligacje 10-letnie. Źródło: Stooq.pl

O hossie mało kto wspomina. Do tych ostatnich należy między innymi Peter Schiff, znany z tego, że przewidział ostatni globalny kryzys finansowy. Jego przeciwnikiem jest inny guru, Nouriel Roubini, który sądzi, że cena złota spadnie poniżej 1000 dolarów za uncję. Słynni inwestorzy Marc Faber i Jim Rogers, także nie są przekonani o bessie. Pierwszy z nich przewiduje co najmniej spore odbicie cen, drugi zaś deklaruje zakup złota po nieco niższych od obecnych cenach, a więc po pogłębieniu korekty. Charakterystyczne dla zróżnicowania poglądów na przyszłość złota jest również podejście do złota dwóch innych inwestycyjnych autorytetów. Georg Soros od dłuższego czasu pozbywa się złota. Pod koniec ubiegłego roku zredukował swoje zaangażowanie o połowę i robi to nadal. Z kolei John Paulson twardo trzyma się złota, mimo że zarządzany przez niego fundusz od początku roku stracił ponad 50 proc. Podobne zróżnicowanie można dostrzec wśród przedstawicieli najbardziej cenionych ośrodków analitycznych. Analitycy Goldman Sachs, Deutsche Bank i Credit Suisse tną prognozy dla złota, nawet do poziomu poniżej 1000 dolarów za uncję w ciągu następnych kilkunastu miesięcy, natomiast eksperci Bank of America Merrill Lynch przewidują wzrost notowań do około 2000 dolarów w ciągu trzech lat.

Zamiast kierować się skrajnymi lub sprzecznymi ze sobą prognozami analityków, warto rozważyć argumenty i czynniki przemawiające za i przeciw inwestycji w złoto. Tych pierwszych jest sporo, ale waga kontrargumentów jest na razie większa. Wzrostowi cen złota w ostatnich latach sprzyjały przede wszystkim luźna polityka pieniężna głównych banków centralnych świata, strach przed kryzysem gospodarczym i finansowym, obawa przed inflacją oraz duży popyt ze strony państw wschodzących, głównie azjatyckich. Jeśli spojrzeć na obecną sytuację, trudno nie zauważyć, że większość z przesłanek przemawiających za złotą hossą albo znikła, albo wyraźnie straciła siłę. Globalny kryzys finansowy został zażegnany, choć kilka krajów europejskich wciąż jest w tarapatach, strefie euro nie grozi już rozpad, inflacja nie pojawiła się i nie widać, by w najbliższej przyszłości miała zaatakować, Chiny i Indie, największe państwa azjatyckie i najwięksi odbiorcy złota, przeżywają coraz bardziej wyraźną zadyszkę.

Najważniejszym czynnikiem, odpowiedzialnym za dotychczasowy spadek notowań kruszcu, jest jednak perspektywa ograniczenia skupu obligacji przez Fed oraz działania funduszy inwestujących w złoto. Rynek złota najszybciej i zdecydowanie najmocniej oraz najbardziej nerwowo zareagował na wycofywanie się amerykańskiej rezerwy federalnej z wyjątkowo luźnej polityki pieniężnej. Przyczynili się do tego inwestorzy finansowi, często nastawieni spekulacyjnie. Warto jednak zwrócić uwagę, że presja podaży dotyczy przede wszystkim instrumentów opartych na złocie, a nie kruszcu w postaci fizycznej (choć fundusze sprzedają złoto kupione jako pokrycie swoich aktywów). Trzeba także zauważyć, że obligacje, które powinny znacznie bardziej ucierpieć na planowanych działaniach Fed, powielają ścieżkę wyznaczoną przez notowania złota. Dynamika wydarzeń na rynku złota wynika prawdopodobnie z jego mniejszej płynności i spekulacyjnego charakteru sporej części jego uczestników. Podstawowe pytanie dotyczy tego, czy wpływ tych czynników jest już całkowicie uwzględniony w cenach złota, czy też będą one nadal działały na notowania negatywnie. Prawdopodobieństwo scenariusza zakładającego wyczerpywanie się spadkowego potencjału wydaje się znacznie większe, niż perspektywa dalszej dynamicznej przeceny kruszcu. Zakładając dotarcie jego ceny w okolice 1000 dolarów za uncję, spadkowy potencjał sięga około 20 proc. Ewentualne odreagowanie może mieć podobną skalę, a w sprzyjających okolicznościach może doprowadzić ceny nawet do 1600 dolarów, czyli o prawie 30 proc. powyżej obecnego poziomu. Proporcje ryzyka i zysku są więc wyrównane, z lekką przewagą argumentów skłaniających do kupna. Zdecydowanie trudno sobie wyobrazić wariant kolejnego gwałtownego załamania się cen złota.

Na liście argumentów przemawiających za inwestycją w złoto, na pierwszym miejscu znajdują się te związane z obecnym stanem rynku, czyli skala dotychczasowej zniżki, rosnące wyprzedanie, powszechny pesymizm inwestorów, zbyt duża koncentracja krótkich pozycji, bliskość lub osiągnięcie technicznych poziomów wsparcia. Nie brakuje jednak także czynników fundamentalnych. Przede wszystkim popyt na złoto w postaci fizycznej wcale się nie zmniejszył. Wręcz przeciwnie, spadek cen zmobilizował kupujących i to nie tylko w Azji. Amerykańskie mennice sygnalizowały gwałtowny wzrost zainteresowania kupnem monet właśnie w czasie niedawnych silnych spadków cen złota na giełdzie. Po stronie popytowej stoją cały czas banki centralne wielu państw. Firmy wydobywcze alarmują, że rynkowe ceny kruszcu znalazły się na poziomie niższym niż koszty wydobycia, co może spowodować dysproporcje popytu i podaży i związany z tym wzrost cen. Choć największe zagrożenie kryzysem w Europie wydaje się być zażegnane, to jednak okresowe kłopoty poszczególnych państw mogą powodować zwiększony przepływ kapitału w kierunku bezpiecznych przystani. O ile w ostatnim czasie rolę taką pełniły obligacje skarbowe, obecnie ponownie może przejąć ją złoto. Zbieżność cen złota i obligacji, obowiązująca od 2006 r., wcześniej wcale nie była normą. W latach 2003-2005 spadkowi cen obligacji towarzyszyła zwyżka notowań złota. Całkiem realne jest też pojawienie się kolejnego ogniska kryzysu i to na dużą skalę. Mowa oczywiści o Chinach i coraz bardziej niepokojących wieściach, napływających z tego kraju. Zagrożeniem może być nie tylko spowolnienie gospodarcze, ale kryzys finansowy. Nie jest też wykluczone, że tempo wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych będzie w najbliższych latach na tyle niezadawalające, że Fed będzie okresowo wracał do ilościowego luzowania, a stopy procentowe z pewnością pozostaną na bardzo niskim poziomie jeszcze przez dłuższy czas. Także fakt, że luźna polityka pieniężna nie doprowadziła do wzrostu inflacji, nie oznacza, że tempo wzrostu cen już światu nie grozi. Z pewnością to zjawisko pojawi się wraz z odradzającym się wzrostem gospodarczym.

Wskazany splot czynników nie wskazuje jednoznacznie ani na dalsze pogłębianie się negatywnych tendencji na rynku złota, ani na rychły i radykalny zwrot sytuacji. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na kilkanaście najbliższych miesięcy wydają się wahania cen w przedziale 1200-1600 dolarów za uncję. To daje możliwości przyzwoitego zarobku, przy niezbyt dużym poziomie ryzyka. Z pewnością niezbyt komfortowo czują się ci inwestorzy, którzy kupowali złoto po dużo wyższych niż obecne cenach. Jednak w ich przypadku czas powinien działać na korzyść, powodując zmniejszenie skali strat. W przypadku pozostałych, obecny poziom cen wydaje się zachęcać do ostrożnych inwestycji. Wciąż należy jednak pamiętać o angażowaniu w każdą inwestycję odpowiedniej części kapitału, unikając koncentracji na jednym rodzaju aktywów oraz zdawać sobie sprawę, że każda inwestycja, nawet w złoto, wiąże się z ryzykiem.

Roman Przasnyski
Open Finance

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: