Publicystyka 16 stycznia 2013, 14:52

W gulaszu fakciano-opiniowym

Kilka dni temu Jakub Janiszewski i Tomasz Kowalczuk ubolewali w TOK FM nad naszymi gimnazjalistami. Według nich gimbaza nie odróżnia opinii od faktów. Tradycyjnie przytoczono nieprawdziwe przekonanie, jakoby mozolne wkuwanie wiedzy, było mniej wartościowe niż nauka krytycznego myślenia. Mit ten znalazł się na łamach książki When Can You Trust the Experts? How to Tell Good Science from Bad in Education, kognitywisty Daniela Willinghama. Nazwijcie mnie parszywym pesymistą, ale nie tylko gimbusy nie radzą sobie z wyławianiem suchych faktów z morza wypaczonych opinii – nikt z nas tego nie potrafi. Tak się składa, że jeden z rozdziałów książki Willinghama dotyczy tego, dlaczego jedne rzeczy wydają się nam bardziej wiarygodne od innych. Czy to rezultat naszych głębokich analiz? Niestety nie. Proces, który dzieli docierające do nas informacje, wrzucając je raz do worka „czyjeś opinie”, innym razem odkładając na półkę „czyste fakty”, dzieje się zwykle poza naszą świadomością. Bardziej wiarygodne są dla nas rzeczy gdzieś już zasłyszane. Za fakty postrzegamy informacje, które inni postrzegają za fakty (tzw. „social proof”), szczególnie jeśli mówią nam o nich osoby podobne do nas. Niby banał, ale znakomicie pokazuje czemu osamotniony specjalista przegra z szalejącą powszechnie bzdurą, którą wyznają wszyscy nasi znajomi.

World Values Survey. Uogólnione i subiektywne oceny  naniesione na precyzyjny kartezjański układ współrzędnych.  Przykład sprzedaży czyjś opinii pod marką faktów.

World Values Survey. Uogólnione i subiektywne oceny
naniesione na precyzyjny kartezjański układ współrzędnych.
Przykład sprzedaży czyjś opinii pod marką faktów.

Zadając sobie pytanie, „czy zdyscyplinowanemu umysłowi wolno mieć poglądy polityczne”, na chwilę obecną odpowiedziałbym „nie”. Zapatrywania polityczne to według mnie wielkie strzykawki, które wyssą z nas resztki obiektywizmu. Utożsamianie się z jakąś partią, prowadzi do idealizacji „swoich” i demonizowania „obcych”. Takie wartości jak solidarność społeczna, wolność gospodarcza, bezkrwawa transformacja roku 89, walka z medialno-politycznym układem, to jednobarwne okulary, przez które widać jednobarwny świat. Wartość jaką jest wiara, zmienia naszą percepcję świata chyba w każdym calu. Kilka miesięcy temu na konferencji w Melbourne Sam Harris zauważył, że kiedy mówisz komuś, iż Boga nie ma, w istocie mówisz mu „twoja córka, która zginęła w wypadku samochodowym nie jest w niebie”, a tego osoba wierząca nigdy nie zaakceptuje. Jeśli chodzi o emocje jakie towarzyszą naszym preferencjom politycznym Willingham przytacza badanie Kelliego Garretta i Erika Nisbet, które przeprowadzono w zeszłym roku. Kiedy zapowiedziano wybudowanie centrum islamskiego niedaleko dawnych wież World Trade Center, cześć konserwatywnych obywateli przyjęła to jako potwarz. Jednego z pomysłodawców tej inicjatywy imama Feisalala Raufa oskarżono nawet o pokątne wspieranie terrorystów. Psycholodzy zgromadzili więc malkontentów, aby natłokiem dowodów przekonać ich, iż nowojorski imam nie jest piewcą terroryzmu. Nie próbowano zmienić ich nastawienia do islamu, nie próbowano też przekonać ich, że meczet blisko Ground Zero nie jest niczym złym – chodziło jedynie, aby ludzie zmienili zdanie na temat Raufa. Okazało się, że mimo tak mocnych przesłanek, jedynie 25% badanych zmieniło swoje wyobrażenie o imamie. Co ciekawe, psycholodzy byli wstanie zmniejszyć ten odsetek, przedstawiając go na zdjęciach w muzułmańskim stroju. Zarazem przedstawianie imama ubranego w zachodnim stylu, windowało odsetek przekonanych. Czy jest naprawdę tak dramatycznie, że ludzi bardziej przekonują buty niż namacalne fakty? Na szczęście nie do końca. Wydarzenia z 11 września nadal budzą w USA emocje. Jeśli nasze przekonania nie wyrosły na bazie racjonalnych argumentów, żadne racjonalne argumenty ich nie zmienią.

Nauka to pewna rzecz w niepewnych czasach, nie tylko za sprawą swej skomplikowanej metodologii. Nauka wzbudza nasze zaufanie, m.in dla tego, że geolog nie czuje solidarności ze skałą bazaltową. Nie przekłada interesów czopów wulkanicznych nad pokrywami lawowymi. Genetyk nie straci sensu życia, jeśli mutację u grochu pojawi się w chromosomie 11 a nie 12. Jego prywatny system wartości nie posypie się w gruzy, tylko dlatego, że liście grochu stały się ciemniejsze. Klimatolog nie czuje zazdrości do swych danych, ani ich nie kocha, ani się na nie nie gniewa. To także dzięki temu nauka jest tak dokładna i precyzyjna. W nauce spełnienie warunku „4 sigma” oznacza zwykle pewność, iż nasz wynik nie jest jedynie przypadkową fluktuacją. Cztery sigma to 99,993% szans na to, że nie pobłądzimy. Trudno w to uwierzyć, ale są dziedziny wiedzy, gdzie warunek „4 sigma”, uważa się za zbyt nonszalancki. Przed ogłoszeniem odkrycia nowej cząstki higgsopodobnej, fizycy w CERN czekali, aż wynik osiągnie warunek „5 sigma”. Pięć sigma to 99.99994 procentowa pewność – lub mówiąc inaczej – możliwość nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, który wypaczy nasze wnioski, ma się jak 1 do 3 milionów! Redaktorki i redaktorzy prasy politycznej, widzicie to? Widzicie co znaczy mieć pewność? Przy tym „prawdziwą wiedzę” cechuje niebotyczna wręcz dokładność. Nikogo nie dziwią już pomiary z dokładnością do 13 miejsc po przecinku. Warto spojrzeć choćby na astrometrię. To, jak mały ruch wykrywamy z jakiej wielkiej odległości, przyrównać można do zaplanowania przez ministra finansów budżetu Polski z dokładnością do 1 grosza, nieprzerwanie przez 100 lat z rzędu! Ile są przy tym warte zapewnienia Przekroju, Gazety Polskiej, czy Gazety Wyborczej, że właśnie te idee są lepsze od innych?

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: