Nauka,Publicystyka 13 stycznia 2013, 16:15

Statystyka w sidłach astrologów

efekt-marsaHistoria o tym, jak statystyka stała się nałożnicą astrologii, liczy sobie ponad 50 lat. Panna statystyka to bardzo delikatna i wrażliwa dama. W nieokrzesanych dłoniach, które jej nie rozumieją i nie darzą należytym szacunkiem, dowodzić może absurdalnych powiązań i nie istniejących związków. Natomiast astrologia to wiara z czasów, kiedy z zazdrością spoglądało się na sąsiada, widząc u niego motykę z brązu. Według astrologów urodzenie się pod tym samym układem planet, znamionować może te same życiowe tendencje. Astrologia i statystyka to klasyczny przykład narzeczeństwa, któremu różnice klasowe stają na przeszkodzie w realizacji harmonijnego związku. Ich niedoszła miłość miała kilku swatów, choćby niemieckiego parapsychologa Arno Mullera, jednak największe zasługi przypisuje się Francuzowi Michelowi Gauquelinowi. W 1955 Gauquelin opublikował książkę L’influence des astres, w której dowodził, że istnieje statystyczna zależność pomiędzy położeniem pięciu planet a przyszłym zawodem dziecka. Gauquelin twierdził, że specyficzne położenie Marsa w czasie narodzin znamionować może przyszłych generałów, lekarzy i sportowców, rzadziej zaś malarzy i muzyków. W 1960 Francuz wydał kolejną książkę Les Hommes et les Astres, w której doszukiwał się wpływu położenia Księżyca, a przyszłą karierą pisarską. Wyniki te nie przestają zachwycać indywidua ezoterycznego świata. Niemiecki astrolog Peter Niehenke nazwał wyniki Gauqueliniego „niepodważalnym faktem naukowym”. Amerykański astrolog Robert Hand twierdzi wręcz, że to „najsilniejszy cios w wizje materialistyczno-mechanistycznego świata”. Wszystkich i tak przebił redaktor Taraki Wojciech Jóźwiak. W „efekcie Marsa” doszukuje się przesłanki na to, że astrologia jest nauką ścisłą! Czyli co, pora likwidować tego bloga – te wszystkie bzdury naprawdę istnieją!? Czyżby słynąca ze zdrowego, racjonalnego podejścia prezydent Warszawy miała rację? Całym naszym życiem rządzą planety?

Obecnie chyba najczęściej przywoływanym narzędziem statystycznym, jest groźnie brzmiący „graniczny poziom istotności p”. Jest to prawdopodobieństwo otrzymania pozytywnego wyniku nawet przy błędnej hipotezie. Za wynik istotny statystycznie, uznaje się wartość p nie wyższą niż 0,05 (często 0,01). Efekt czynnika losowego o wartości 0,05 mówi nam, że raz na dwadzieścia przypadków taki wynik może być najzwyklejszym zbiegiem okoliczności. Niestety znaczy to też, że opracowując dane dla 20 przypadków, statystycznie jeden z nich będzie mógł pochwalić się wartością p 0,05. Ile takich kombinacji do rozważenia oferuje astrologia? Astrologia bazuje na ruchu „planet”. Cudzysłów ten oznacza, że to, co astrolog nazywa planetą, nie zawsze jest planetą dla astronoma. W astrologii za planety uchodzi Księżyc i Słońce (którymi w istocie były w systemie geocentrycznym), Merkury, Wenus, Mars, Ceres (uznawany przez astronomów za planetę do 1845) Jowisz, Saturn, Uran, Neptun i Pluton (będący planetą do 2006). Astrologia jest bezbronna wobec stale unowocześnianej i dynamicznie rozwijającej się astronomii – bo jak tu wytłumaczyć ludziom, że to, co miało tak przemożny wpływ na ich życie, po spotkaniu Międzynarodowej Unii Astronomicznej staje się kolejnym, niemającym znaczenia obiektem? Niektórzy astrolodzy do tej pory śledzą położenie takich planetoid jak Juno czy Westa, które astronomowie zaliczyli niegdyś do planet, aby później szybko wycofać się z tego nazewnictwa. Niestety astrolodzy zdążyli podchwycić tą nomenklaturę, a później głupio było się już wycofać. Zakładając jedynie 10 „planet” i kilkanaście pozycji, jakie każda może przybrać na niebie, to przy rozważeniu jednocześnie kilku takich ciał niebieskich, otrzymuje się tysiące kombinacji. Analizując taką ilość przypadków można znaleźć mnóstwo zależności, będących wynikiem czystego zbiegu okoliczności. Dałoby radę dowieść, że np. 85% mężczyzn o imieniu Kornel ma żonę o imieniu Dagmara. Nie oznacza to, że jakiś samotny Kornel ma większe szanse u Dagmary niż u jakiejś innej panny – po prostu w tak dużej liczbie kombinacji imion zawsze znajdziemy niesamowicie wyglądające, a przy tym całkowicie przypadkowe korelacje.

W swojej pracy Gauquelin zauważył, że w wypadku 22% francuskich mistrzów sportu, w czasie ich narodzin Mars znajdował się w 1 i 4 sektorze. Zważywszy, iż mowa tu o 2 z 12 sektorów „czysta statystyka” powinna dać 17%. Skąd dodatkowe 5%? W 1979 Paul Kurtz opublikował wyniki badań przetrzepania nieba dla 406 amerykańskich mistrzów sportu. Okazało się że w przypadku jedynie 55 (13%) Mars znajdował się w 1 i 4 sektorze. W 1996 roku ukazała się książka „Efekt Marsa: test tysiąca mistrzów sportu” gdzie z 1120 francuskich mistrzów jedynie 209 urodziło się w pożądanych sektorach. Publikacje te pokazały jednak coś ważniejszego niż liczby. W zasadzie nie dało się przebadać tego zjawiska bez mniej lub bardziej stronniczo dobieranej próby. Co dokładnie znaczy „mistrz sportu”? Aby poznać usytuowanie Marsa w danej strefie, nie wystarczy znać datę urodzin – potrzebna jest dokładna godzina. Okazało się, że miejsca narodzin takie jak „Paryż” bywały zbyt ogólne. Sektor, w którym znajdował się Mars mógł różnić się w zależności od dzielnicy miasta! Na koniec zwrócono uwagę na owe 12 sektorów, po których wędrował na niebie Mars – gdzie dokładnie się kończą, a gdzie zaczynają? Wystarczyłoby wypaczyć dane 1 na 30 sportowców, aby posypać cały wynik. Geoffrey Dean zauważył, że to nie odchył w tę czy inną stronę, a właśnie idealny rozkład byłby czymś niezrozumiałym dla nauki. W 2010 roku skonstruowano specjalny program, który wygenerował losowe daty i przyporządkował je do określonych niebiańskich konfiguracji. Ilość możliwości dla planet, ich położeń i związanych z nimi zawodów, przekroczyła.. sześćset tysięcy! Mimo, iż były to absolutnie losowe dane, doszukano się korelacji na poziomie p 0,0006. Dokładnie wyliczono też graniczny poziom istotności dla wyników, którymi tak podniecał się Gauquelin i inni astrolodzy – ich p to 0,245 – nie spełniał więc żadnych, choćby najmniejszych standardów tego, co zwiemy „wiarygodnym wynikiem”.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: