Publicystyka,Wiadomości 12 lutego 2013, 16:42

Sede vacante

Dosyć. Benedykt XVI przestanie być papieżem z końcem lutego. To rewolucja.

Papież Benedykt XVI, fot. Rinaldo Cornacchini

Papież Benedykt XVI, fot. Rinaldo Cornacchini

Abdykacja papieża to decyzja zgodna z prawem kościelnym, a jednak szokująca. Zwłaszcza w Polsce. Pamiętamy, jak słabnący Jan Paweł II wybrał inną drogę. Pozostał na urzędzie do końca. Tak kazało mu sumienie. Decyzja Benedykta pokazuje, że można jednak inaczej rozumieć odpowiedzialność za Kościół. Skoro brak mi sił, odchodzę. Joseph Ratzinger już przed laty w rozmowie z dziennikarzami niemieckiej prasy powiedział, że jego zdaniem jeśli papież traci fizyczne, psychiczne i duchowe zdolności pełnienia urzędu, powinien abdykować. I kiedy okazało się, że to właśnie on sam – już jako papież – wypełnia swe własne kryteria dymisji, ustąpił. To zasługuje na podziw i szacunek. W każdej scentralizowanej instytucji, a szczególnie w Kościele. Abdykacja oznacza, że wzorzec dożywotniego trwania za sterem Watykanu nie jest jedyny.

W perspektywie czasu abdykacja Benedykta XVI może zachęcić kościelnych reformistów do przemyślenia na nowo zasad funkcjonowania Kościoła w XXI w., w świecie błyskawicznych globalnych zmian. Abdykacja ujmuje trochę ciężaru urzędowi papieskiemu. Czyni go mniej hieratycznym, bardziej ludzkim, pasującym do naszych demokratycznych czasów. Ale skoro tak, to czemu nie przesuwać punktu ciężkości konsekwentnie ku zespołowemu zarządzaniu instytucją Kościoła? Czemu nie przydać wagi – kosztem papiestwa – kolegium biskupów?

Cały artykuł Piotra Kowalczuka i Adama Szostkiewicza nowym numerze POLITYKI – dostępnym od jutra w kioskach, a już dziś wieczorem w wydaniach na iPadzie i w Polityce Cyfrowej.

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: