Publicystyka 18 stycznia 2013, 17:14

Sceptycyzm wychodzi w praniu

orzechy-pioraceJeśli tak jak ja, notorycznie oblewasz się herbatą, nie narzekaj. Plamy po herbacie nie wiążą się już z wizytą nad brzegiem rzeki, a za środek piorący nie służy popiół zmieszany z moczem. Choć osiągnięcia chemii podrasowały prozę życia brudasów, panosząca się ignorancja utożsamia dziś słowo „chemia” ze słowem „trucizna”. Kiedy polscy celebryci straszą nas ogonem jaki wyrośnie nam od jedzenia GMO, ich amerykańscy odpowiednicy, chwalą się nie myciem zębów i włosów – w końcu wiadomo, wszędzie „chemia”. Chyba najbardziej niebezpiecznym trendem jest „cytryna zamiast mydła”. Wyobraźmy sobie chirurga, który przed zabiegiem zamiast umyć ręce, skrapia je sokiem z cytryny. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że oblewanie sobie rąk wodą z cytryną skończy się po prostu jedzeniem brudnymi rękoma. Już chyba ten popiół z moczem jest lepszy.

Czym Polacy piorą swoje brudy? Hitem działu „utrzymanie czystości” na allegro są orzechy piorące. Orzechy piorące to łupiny rośliny spokrewnionej z liczi, niegdyś używane przez indyjską biedotę, której nie stać było na prawdziwe detergenty. Różnego rodzaju green-eco-bio strony przekonują nas, że orzechy to superaśna rzecz, niemniej postanowiłem zaczerpnąć opinii ludzi, którzy ich jednocześnie nie sprzedają. Znalazłem na ten temat trzy badania, jedno francuskie i dwa niemieckie. Francuskie pochodzi z miesięcznika 60 millions de consommateurs, w którym przebadano 16 proszków do prania (w tym orzechy piorące) i 19 płynów do naczyń. Wśród płynów ostatnie miejsce zajął oparty na soku z cytryny Ecover, zaś efektywność orzechów piorących oceniono na bardzo bliską lub wręcz identyczną, z praniem ubrań w samej wodzie. Drugi artykuł o skuteczności orzechów pochodzi z czasopisma konsumenckiego öko-test. Niemcy testowali orzechy na 10 różnych plamach, w 40, 60 i 95 °C. Większość plam była wciąż widoczna, czasami nawet bardzo. Nieco lepsze wyniki dało 95 °C, acz przemywając plamy jedynie wrzącą wodą, uzyskano prawie taki sam efekt. Mój ulubiony test przeprowadziło pismo Stiftung Warentest. Okazuje się, że Niemcy nie tylko uwielbiają testować proszki, ale mają już to orzechowe dziadostwo w płynnie! Zarówno łupiny jak i ekstrakt z łupin uznano za wysoce niezadowalające dla niemieckich Gastgeberinnen. Zwrócono uwagę na szarzenie białych rzeczy, szybsze niszczenie się pralki, a także na substancje odpowiedzialne za pienienie się orzechów – saponiny. Saponiny okazały się słabiej biodegradowalne niż syntetyczne detergenty! Znaczy się, że te cholerstwo nie tylko nie działa, to jeszcze szkodzi środowisku! Co ciekawe, niektórzy ludzie są zadowoleni z orzechów piorących. Co oznacza, że przy odpowiednim nastawieniu, można być zadowolonym z efektów prania czystą wodą.

Jeśli przy odrobinie sugestii usatysfakcjonuje nas ubranie wyprane w zwykłej wodzie, to znaczy, że jako środek piorący można sprzedać wszystko – i tak w istocie jest. Kula piorąca nie jest tak modna jak orzechy, co nie znaczy, że kilkunastu allegrowiczow właśnie nie nabywa tego ustrojstwa. Kula piorąca to po prostu zwykła plastikowa kulka, która umieszczona razem z naszymi brudnymi gaciami zastąpić ma proszek. W 1999 producent piorących kul, firma Trade-Net została zmuszona do zapłaty setek tysięcy dolarów odszkodowania, po tym jak firmę pozwali użytkownicy magicznych kul. Wydawało się, że to koniec kul piorących, tymczasem produkt ten pojawił się ostatnio na europejskich półkach. Rok temu zainterweniował hiszpański Instituto Nacional del Consumo, nakazując zaprzestania kłamliwych reklam na temat kul. Według hiszpańskiego centrum badań i kontroli jakości, kule piorące były równie skuteczne lub nawet mniej skuteczne niż zwykła woda. Od dwóch miesięcy tego samego domagają się organizacje praw konsumentów w Portugalii. Morał z tego taki, że nasze prababcie wiedziały co robią, obijając brudne ubrania deskami (kijankami). W tym szaleństwie jest metoda, można wyprać ciuchy mieląc je w bębnie pralki w samej wodzie. Może nie będą śnieżnobiałe i pachnące, ale jak dowodzą miłośnicy pseudopiorącej szarlatanerii, niektórym to wystarczy. Nasze babki, które pewnie zabiłyby (a przynajmniej poturbowały inne babki) za garść proszku do prania, najpewniej pukałyby się w czoło widząc z jakim uporem wracamy do ich ludowych metod na czyste gatki.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: