Publicystyka 19 stycznia 2013, 23:26

Promieniotwórczy potwór z umysłowych bagien

czarnobylLudzie! Widły i pochodnie w dłoń! Profesorki chcą szukać uranu! Mniej więcej takie przesłanie przyświeca akcji „Nie dla poszukiwań i wydobycia uranu w Sudetach!”. W końcu to promieniowanie, wiadomo: grzyby atomowe, mutanci, konająca Skłodowska, te sprawy. Wszyscy pamiętamy tysiąc napromieniowanych ciał, leżących pod elektrownią w Fukushimie, a następnie samobójców idących na pewną śmierć, byle tylko powstrzymać awarię. Starsi mogą pamiętać radiofobię związaną z Czarnobylem. W ciągu niespełna 72 godzin, dawkę płynu lugola przyjęło w Polsce ponad 18 milionów osób, co jest niepobitym rekordem w historii światowej prewencji medycznej. Kiedy 1 maja zachęcano do wyjścia z domów, węszono ludobójczy spisek, krzyczano o „sowieckich kurwach, które mają za nic własne społeczeństwo”. Dziennikarze uwielbiają straszyć nas rentgenami, grejami, remami, kiurami i radonami. Słysząc o 10 000 bekerelach człowiek ma ochotę nakryć się ołowianą płytą. Nie ważne co to jest – jeśli jest tego 10 tysięcy i powiązane jest z promieniowaniem – musi być niebezpieczne. W tym miejscu zakładam wersję optymistyczną, że komunikat zawierałby jakieś liczby i jednostki, bo zwykle podaje się to w „duże”, „bardzo duże” i „ponad wszelką normę”. Dla nas, zwykłych szaraczków wystarczy znać jedną, najpopularniejszą jednostkę – siwerta.

Siwert (Sv) to jednostka dawki promieniowania jonizującego. Jako, że jeden siwert to naprawdę sporo, częściej stosuje się milisiwerta (1 Sv = 1000 mSv). Ile tych cholernych mSv aplikuje sobie przeciętny Polak? W zwykłej, nie będącej wojną atomową sytuacji, na ilość mSv składa się suma kilku źródeł: 1) Promieniotwórczość terenu. Wszystko zależy od regionu. W Polsce średnio 0,29 mSv. 2) Radioaktywność powietrza, a dokładnie radonu, który jest jego składnikiem. Mapę tego promieniowania każdego dnia publikuje Polska Agencja Atomistyki. Należy liczyć 0,78 – 0,96 mSv rocznie. 3) Promieniowanie wprost z kosmosu. Jest prawie wszędzie takie same, na poziomie morza wynosi 0,30 mSv rocznie. 4) Jako, że promieniuje w zasadzie wszystko, jedzenie, woda, my sami, sumując te dodatki i wszystkie dotychczasowe punkty (znane jako „źródła tła naturalnego”), Polak wciąga około 2 mSv rocznie. To nie najgorzej. Przeciętny Hiszpan inkasuje z tych samych źródeł 5 mSv, a Fin około 7 mSv rocznie. Są oczywiście miejsca, gdzie poziom naturalnego promieniowania jest o wieeeeele większy. Rekord dzierży tu brazylijska plaża monacytów w Pedro Caetano, z wynikiem 785 mSv. Miastem stojącym najwyżej w tym rankingu jest irański Ramsar, gdzie za sprawą budownictwa opartego na okolicznej skale wapiennej osiągnięto wynik 260mSv. Żyjąc w Polsce nie uciekniemy przed 2 mSv, reszta jednak zależy od nas. Jedna mammografia to dodatkowe 0,4 mSv, tomografia komputerowa klatki piersiowej to 7 mSv, zaś palenie tytoniu oznacza dodatkowe 13 mSv. Pracownicy elektrowni atomowych narażeni są na dodatkowe 1,9 mSv rocznie. Za sprawą wybuchu reaktora numer 4, ponad 114 tys. ewakuowanych mieszkańców okolic Czarnobyla przyjęło średnio 31 mSv. No dobra, tyle liczb, ale jak przekłada się to na zdrowie?

Wiele dzisiejszych norm odnośnie promieniowania opiera się na tzw. hipotezie LNT (liniowo bezprogowej). Według jej założeń każda, choćby minimalna dawka promieniowania jest dla nas niebezpieczna. LNT jest hipotezą kontrowersyjną. Małe dawki promieniowania, jak 100 mSv, uważa się za nieszkodliwe. Problem pojawia się w przypadku dużych dawek przyjętych w krótkim odcinku czasu. W wyniku czarnobylskiej katastrofy na chorobę popromienną zachorowało 134 osób, które w przeciągu kilku godzin przyjęły od 800 do 16 000 mSv – z czego zmarło 28. W 2005 kilka międzynarodowych organizacji, w tym FAO, UNDP, WHO, UNEP i UNSCEAR, wydało wspólny raport, w którym całkowitą liczę ofiar katastrofy w Czarnobylu oszacowano na kilkadziesiąt. Rok później swój własny raport sporządził Greenpeace, w którym postawił szaloną teorię, według której przez Czarnobyl zmarło 200 000 ludzi! W przypadku awarii w elektrowni Fukushima Daiichi, nikt nigdy nie zapadł na chorobę popromienną, a tym bardziej nikt z tego powodu nie umarł. Pamiętajmy też, że przyjęcie 200 mSv w ciągu roku, nie jest tożsame z przyjęciem 200 mSv w ciągu roku, jeśli w tym drugim przypadku 99% dawki zaaplikowane zostało w przeciągu kilku minut. Znany jest przypadek Alberta Stevensa, w historii medycyny znanego jako pacjenta CAL-1. Do krwi Stevensona wstrzyknięto pluton, z którym żył przez następne 21 lat. Kiedy w wieku 79 lat umarł na serce, dawkę jaką przyjął oszacowano na 64 tysiące mSv!

Co w takim razie ze Skłodowską? Maria Curie umarła w sędziwym jak na tamte lata wieku 67 lat, zaś przyczyną jej zgonu była anemia. Ludziom nie mieści się w głowie, że można nosić grudki radu w kieszeni i nie umrzeć na chorobę popromienną. Promieniotwórcza histeria karmi się obrazami Czarnobyla, wyludnionych wiosek i zdeformowanych płodów. Na stronie miasta Prypeć na bieżąco publikuje się poziom promieniowania w różnych miejscach zakazanej strefy. Punkty pomiarowe ustawiono m.in przy wjeździe do strefy w Dityatkach, przy wjeździe do Prypeci, oraz przy samym reaktorze w Czarnobylu. Okazuje się, że promieniowanie w strefie wykluczonej, jest średnio takie jak w… Szwecji. Trzy kilometry od reaktora promieniowanie jest mniejsze niż w Warszawie! Polacy panikujący w kolejkach po płyn lugola mieli rację, naukowcy się mylili. Według radiologa Zbigniewa Jaworowskirego, radiologa za sprawą którego wydano płyn, w rzeczywistości promieniowanie nie osiągnęło ułamka tego, przy którym należało wydać dawki jodu. Przyczyną podania stabilnego jodu była płynąca ze wschodu dezinformacja. Wydaje się, że psychoza zimnej wojny zrobiła swoje dla radiofobii jako takiej. Swoje dołożyły ruchy wyrosłe na kanwie nuklearnej, post-apokaliptycznej zimy, w której zabójcze promieniowanie odgrywało kluczową rolę. Wszyscy wiemy, że promieniowanie to niewidzialny zabójca, rzadko jednak zadajemy sobie pytanie, dlaczego jest niewidzialne? Dlaczego przyroda nie wyposażyła nas w zmysł pozwalający wyczuć coś tak niebezpiecznego? Dlaczego miliardy lat ewolucji nie zaowocowały choć jednym organizmem wyczuwającym podwyższony poziom promieniowania gamma? Nie po raz pierwszy natura wie od nas lepiej, co jest naprawdę groźne.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: