Publicystyka 2 lutego 2013, 22:20

Piramidalny idiotyzm z energią w tle

Nie ma zgody co do tego, kto jest ojcem tego szaleństwa. Najczęściej przywołuje się nazwisko francuskiego sklepikarza Antoine Bovisa. Na swój pomysł wpadł wpatrując się w naturalnie zmumifikowaną mysz (w innej wersji w kota) podczas zwiedzania piramidy Cheopsa. Max Toth sytuuje tą historię w roku 1900, inni autorzy w 1920, uważany za jednego z największych ekspertów zagadnienia, Duńczyk Jens Laigaard, widziałby ją w roku 1930, zaś Daniel Loxton – odkrywca oryginalnych broszur Bovisa, twierdzi, iż Francuz nigdy w Egipcie nie był. Co więcej, naturalnie zmumifikowane zwierzaki miały znajdować się na „smętarzu dla zwierząt” w Komorze Króla, gdzie zbierano zabłąkane, zdechłe futrzaki z całego kompleksu. Pomysł, aby zbierać zdechłe zwierzęta w najbardziej atrakcyjnym pomieszczeniu jednego z najbardziej atrakcyjnych zabytków na Ziemi jest o tyle absurdalny, że oczywiście nigdy nie miał miejsca. Tak czy owak, już w latach 60 mieliśmy czecho-słowackie piramidki służące do ostrzenia żyletek. Był to patent Karela Drbala, owoc myśli socjalistycznej, rozpropagowany w całym bloku radzieckim. Drbal przyznał, że urządzenie było poniekąd żartem, zaś do złożenia patentu namówili go znajomi, chcący sprawdzić jak urząd patentowy zareaguje na taki wniosek. Czech święcie wierzył, iż jego piramida działa, nie wiedział jednak jak wytłumaczyć urzędnikom działanie swego wynalazku. Oficjalnie piramidka miała na celu „pobudzenie komory rezonansowej przez kosmiczne mikrofale”. Za sprawą opisu tej nietypowej ostrzałki w książce Psychic Discoveries Behind the Iron Curtain, w latach 70 wieść o niezwykłych mocach drzemiących w piramidach buszowała już w świecie Zachodu.

piramida-energetycznaChyba pierwszym poważnym testem były badania grupy badaczy zjawisk paranormalnych z Toronto pod przewodnictwem Iris Owen. Zastosowano w nich zaskakująco zdrową metodologię jak na tego typu ludzi, z grupą kontrolną i ślepą próbą. Pomimo entuzjastycznego nastawienia, nie wykazano żadnych zdolności ani do ostrzenia żyletek, ani do konserwacji owoców. Amerykański biznesmen, autor kilku książek o piramidach i przypadkowo ich producent – Patrick Flanagan, negatywne wyniki wielu naukowych badań upatruje w złych konstrukcjach, nieodpowiednich materiałach i nie optymalnych warunkach eksperymentów. Problem w tym, iż brak tu standaryzacji, każdy piramidolog ma swoje własne teorie. Gdy w 2005 roku w programie MythBusters testowano rzekomą moc piramid (z wiadomym skutkiem), obrońcy ich nadnaturalnych mocy uznali eksperyment za chybiony. Według mędrców z youtube, piramidę ustawiono zbyt blisko jakichś tam przedmiotów emanujących złą energią. Niestety nie ma zgody na to, czym jest owa zła energia, ani nawet jaką to niby energię koncentrują piramidy – trudno więc uwzględnić niewykrywalny czynnik. Znane i dobrze zdefiniowane przez fizykę słowa, takie jak „energia”, „częstotliwość”, „pole”, tracą jakiekolwiek znaczenie w świecie badaczy zjawisk paranormalnych. Cytując Harriet Hall: „pojęcia te zostały porwane, przebrane i zmuszone do prostytucji w ciemnych zaułkach medycyny alternatywnej”. Wśród rodzimych piramidologów stosuje się jeszcze dziwniejsze pojęcia, takie jak „kąpiel energetyczna” czy „energia biokosmiczna”.

Piramida jest dziś w Polsce uosobieniem zła i wszystko, co przedstawi się na rysunku w postaci piramidy przynosi diabelskie konotacje. Kiedy minister finansów recenzuje ekonomiczne propozycje opozycji, dodatkowo demonizuje je przedstawiając w postaci piramidy. Energetyczne ostrosłupy święciły u nas swoje triumfy jakąś dekadę temu, kiedy modne stało się stawianie piramid w ogrodach i na tarasach. Grzechu tego dopuścił się m.in polski magnat finansowy Aleksander Gudzowaty. Największe wzięcie mają w Polsce drewniane piramidy księdza Stefana Opieli, na których wzorował się polski producent piramid Wiesław Dąbrowski. Są to jednak piramidy o niekonwencjonalnym kształcie czworościanu. Najpopularniejszą „klasyczną piramidą” jest ta autorstwa Haralda Alkego. Alke jest autorem wydanej w Polsce książki „Działanie piramid energetycznych Horusa” i przez przypadek ich producentem. Jego składające się z kilku drutów piramidy produkowane są w wielu rozmiarach, które Alke otrzymał przekazem telepatycznym od świetlistej istoty. Piramida o wysokości 1,8 metra (czyli taka, jaką w swojej książce „Piramida bez tajemnic” zaleca Czesław Galewski – przez przypadek producent piramid), kosztuje… 6.5 tys. zł. To chyba właśnie Galewskiemu udało się osiągnąć w tym biznesie szczyt absurdu. Każdy musi znaleźć swoją niszę, swoją specjalizacje, która odróżni jego produkt od innych. Domeną Galewskiego jest modyfikowanie piramid tak, aby przypadkiem… nie przedawkować energii.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: