Publicystyka 20 stycznia 2013, 22:55

Piórem Michała Archanioła

egzorcystaKiedy Polska pojawia się w programie Billa Mahera, zwykle nie wróży to nic dobrego. Tym razem zasłynęliśmy wydając – w tym miejscu poproszę błyskawicę i dźwięk organów – „Egzorcystę”. Miesięcznik „Egzorcysta”, nie jest pismem branżowym polskich egzorcystów, jak myślał Maher, ale czasopismem adresowanym do wiernych. Wydawcy „Egzorcysty” postanowili pójść w ślady youtube personality Piotra Natanka i wpisać się w modny trend postrzegania czarownic i demonów jako realnych bytów. No cóż, doczekaliśmy czasów, w których debata czterech niegłupich i dorosłych ludzi o diabelskich cyrografach nikogo już nie dziwi. W dyskusji pojawia się historia o tym jak diabeł przekupywał chłopów skrzypcami Po recitalu takiego zaprzedanego grajka, równo o 12 w nocy jego skrzypce zamieniały się w odrąbaną końską nogę. Można by się z tego śmiać, gdyby nie reakcja pozostałych panów potakujących ze zrozumieniem, „no tak, tak było”. Tydzień temu mainstreamowe media informowała nas, o tym jak halloweenowe zabawy mogą zagnieździć w nas złego ducha. Zgodnie z zasadą pluralizmu, reportaże okraszano wypowiedziami mniej radykalnych księży lub naukowców pokroju dr Jana Suligi, nauczyciela kabały i tarota. Jaki z tego wniosek? A no taki, że po raz pierwszy od 200 lat żadne wiodące medium, nie ma odwagi powiedzieć wprost, że wiara w czary jest czymś niedorzecznym.

Jakoś udało mi się zdobyć dwa pierwsze numery „Egzorcysty”, zaś trzeci, listopadowy przeczytałem w Empiku. Wzrok pracujących tam ludzi, kiedy pytam ich o tą gazetę, bezcenny. Nie jest to pismo ani dla takiego sceptycznego poganina jak ja, ani nawet dla światłego katolika. Gros każdego numeru stanowią różnego rodzaju anegdoty i historyjki, zwykle nie umieszczone w czasie i w przestrzeni. Nie wiem czy takie było zamierzenie, ale „Egzorcysta” przypomina niektóre z pism ezoterycznych, w szczególności wydawaną od niedawna Adremidę. Adremida, poza różnymi psychologizmami, wypełniona jest historyjkami o duszach, aniołach i życiu po śmierci, bardzo podobnymi do opowiadań z „Egzorcysty”. Wydaje się, że o zawartości „Egzorcysty” decydują dwie postaci: ks. Andrzej Grefkowicz i ks. Aleksander Posacki. Grefkowicz sprawia wrażenie osoby prostodusznej. W najnowszym numerze jest jego artykuł o… świecy, która paląc się, zalała świecznik. Dosłownie, trzy stronicowy artykuł o świeczniku ubrudzonym woskiem. Bardziej niepokoi mnie Posacki, który od lat żywi pretensje do współczesnej nauki, że ta odrzuciła związek zła z chorobą. Póki co lekarze nie upatrują przyczyny chorób w klątwach i urokach, jeśli jednak ten regres rozumu pójdzie jeszcze dalej, za kilkanaście, kilkadziesiąt lat może być z tym różnie.

Są historie, o których czytelnicy „Egzorcysty” nigdy nie usłyszą: 1995, Oakland, 25-letnia Koreanka Kyung-Ha umiera na skutek obrażeń w czasie egzorcyzmów; 1996, Kalifornia, 53-letnia metodystka zostaje pobita ze skutkiem śmiertelnym podczas wypędzania demona z jej ciała; 1997. Nowy Jork, 5-latka umiera po wypiciu mieszanki amoniaku i octu, mikstury, która miała otruć siedzącego w niej złego ducha; 1998, Sayville, siedemnastoletnia Miranda Charity zostaje uduszona plastikową torbą przez rodzinę, chcącą przepędzić z niej demona; 2003, ośmioletni Terrance Cottrel chorujący na autyzm zostaje uduszony w trakcie nabożeństwa, kiedy zebrani próbowali uwolnić go od demona; 2004, Atlanta, 8-letnia Quimani Carey zostaje znaleziona martwa i pokryta cytatami z Biblii, do morderstwa przyznają się rodzice, chcący wypędzić z niej demona. To tylko kilka przykładów i to z jednego kraju. Najbardziej wstrząsającym przypadkiem ostatnich lat w Europie było ukrzyżowanie rumuńskiej zakonnicy Iriny Cornici przez popa Daniela Corogeana – nim szatan zdążył opuścić ciało kobiety, ta zmarła z wycieńczenia. Najsłynniejszym tego typu przypadkiem wciąż pozostaje Anneliese Michel. Dwóch egzorcyzmujących ją księży, Ernst Alt i Arnold Renz zostali uznani winnymi nieumyślnego spowodowania śmierci. Przypadki te dowodzą, że mroczna historia dawnych wieków niczego nas nie nauczyła. Głoszenie poglądów, że choroby umysłowe wywołują demony, nie może mieć miejsca w XXI wieku. Nie interesuje mnie jakie nowinki wnosi nowy Rytuał Rzymski odnośnie egzorcyzmów, jeśli wciąż dopuszcza walkę z wyimaginowanymi bytami zamieszkującymi ludzkie ciało. Nowa instrukcja egzorcyzmów co prawda zaleca konsultacje psychiatryczne, ale tylko z lekarzami „otwartymi na sprawy życia wewnętrznego” (czyt. wierzącymi, iż w ludziach przesiaduje diabeł). O ciarki myślącego człowieka przyprawia punkt 14 tego, ponoć światłego, dokumentu: „diabeł, pragnąc odciągnąć od zamiaru poddania się egzorcyzmowi, dzięki podstępnym sztuczkom może udawać chorobę czysto naturalną, podlega kompetencji lekarzy”. Ciekawe kiedy w Polsce „wypędzano” bardziej prozaiczne choroby, teraz czy w średniowieczu?

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: