Wiadomości 10 stycznia 2013, 13:00

Pies Baltic jak celebryta

Kundel o imieniu Baltic, który trzy lata temu płynął Wisłą na kawałku kry, stał się prawdziwą gwiazdą medialną. Doczekał się biografii, a także przedstawienia teatralnego. Tygodnik „Polityka” sprawdził, co słychać u psa-bohatera.

Pies Baltic na krze. fot. YouTube

Pies Baltic na krze. fot. YouTube

W styczniu 2010 roku przemarznięty kundel płynął na krze 15 mil morskich od brzegu Gdyni. Spędził tak kilka dni i nocy. Dryfując od Torunia aż w okolice Helu, przebył ponad 200 kilometrów. Psa z morza wyłowiła załoga statku badawczego Morskiego Instytutu Rybackiego. Od chwili wyłowienia pies jest pełnoprawnym członkiem załogi statku.

O uratowaniu Baltica (czworonóg dostał imię statku) donosiły nawet amerykańskie media. Do jego opiekuna dotarły setki listów z całego świata, w tym podziękowania od znanej francuskiej aktorki Brigitte Bardot, która od lat walczy o prawa zwierząt. Powstały fankluby i internetowe fanapage’e Baltica. Później uaktywniły się urzędy. Prezydent Gdyni ofiarował czworonogowi tytuł Honorowego Psiego Obywatela Gdyni, dał mu też znaczek z numer 1000 i wygrawerowanym napisem „Baltic bohater”.

Wkrótce MIR przeżył inwazję domniemanych właścicieli Baltica. Wszyscy okazali się oszustami. Nowi opiekunowie czworonoga musieli też odprawiać z kwitkiem producentów psiej karmy.

Baltic, tak jak inni celebryci, doczekał się w końcu biografii. Barbara Gawryluk, autorka książek dla dzieci, puściła wodze fantazji i wymyśliła psu przeszłość. Po książce sławę psa ugruntowała sztuka teatralna. W grudniu w Teatrze Miniatura w Gdańsku odbyła się premiera spektaklu dla dzieci opartego na historii bohaterskiego czworonoga. „Baltic. Pies na krze” ma być gdańską wersją „Opowieści wigilijnej”, przypominającą o istnieniu takich wartości jak dobro i nadzieja nie tylko między ludźmi, ale również w relacjach między człowiekiem a każdą żywą istotą. Najważniejsze, że to prawdziwa, a nie wymyślona historia” – mówił na konferencji prasowej reżyser przedstawienia Romuald Wicza-Pokojski.

W życiu psiego celebryty pojawiła się też tajemnicza nieznajoma. Dzięki niej Baltic szybciej przywykł do życia na statku. Kiedy Baltic został „marynarzem”, trzeba go było nosić na rękach po metalowych schodach. „Długo nie mógł pojąć tej sztuki, aż odwiedziła go suczka, która po schodach śmignęła mu przed nosem. A on – bez wahania za nią” – pisze tygodnik „Polityka”.

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: