Ciekawostki 19 stycznia 2014, 13:15

Operacja urlop czwórki, czyli premier na nartach nie chce BOR

Czwórka czyli numer cztery to w słowniku Biura Ochrony Rządu Donald Tusk. Jedynka to prezydent Bronisław Komorowski, dwójka marszałek Sejmu Ewa Kopacz, trójka marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. To mógł być najszczęśliwszy wyjazd na narty „Czwórki” gdyby szef rządu sam nie narobił sobie kłopotów. O kulisach operacji: premier na urlopie pisze Agnieszka Burzyńska.

Donald Tusk, fot. European People's Party

Donald Tusk, fot. European People’s Party

Ośrodek narciarski niedaleko włoskiego Predazzo. Trzeci dzień tegorocznego urlopu premier wraz z rodziną spędza jak zwykle na stoku. W pewnym momencie zmęczeni szusowaniem państwo Tuskowie szukają miejsca na odpoczynek. Wybór pada na niewielką knajpkę na uboczu. Jest prawie pusta. Szef rządu ściąga kask i zapala cygaro. Nie ma pojęcia, że narciarz, który zatrzymał się nieco niżej i wyciągnął aparat, to paparazzi.

Zdjęcia premiera z cygarem ukazują się w środę w Fakcie. W czwartek tabloid opisuje świtę Biura Ochrony Rządu, która towarzyszy Tuskowi i wylicza koszty pobytu ośmiu ochroniarzy w Dolomitach – Donald był wściekły na siebie, bo to zdjęcie z cygarem to ewidentna wizerunkowa wtopa, i wściekły na BOR, że przyprawili mu gębę jakiegoś bonzy, który lubi się wozić, gdy on akurat nie znosi takiej ostentacji – mówi współpracownik szefa rządu. To prawda. Tusk wyjątkowo nie lubi BOR-owskiej świty. Zwłaszcza podczas urlopów.

Siedziba Biura Ochrony Rządu. Luty 2008. Trwa gorączkowa narada, co robić w sytuacji kiedy premier poinformował, że jedzie na narty, ale ani on, ani jego otoczenie nie chce powiedzieć dokąd. – To jest prywatny wyjazd i szef rządu nie życzy sobie obstawy – powtarzają jak mantrę współpracownicy Tuska. Zapada decyzja, że trójka ludzi pojedzie jednak na miejsce i będzie ochraniać Tuska, ale tak, aby „obiekt” się nie zorientował.

Samochody BOR, fot. Sebastianm/Wikimedia

Samochody BOR, fot. Sebastianm/Wikimedia

– To była absolutna szopka. Najpierw musieliśmy ustalić miejsce pobytu. Gdy jakimś cudem uzyskaliśmy informacje i pojechaliśmy, to musieliśmy się ukrywać. Kabaret – wspomina jeden z funkcjonariuszy. Premier rusza na narty. Sam pakuje sprzęt i bagaże do służbowej toyoty. Siada za kierownicą. Nie wie, że w trasie towarzyszą mu dwa specjalnie wynajęte na tę okoliczność samochody. Są białe, zwyczajne, by szef rządu nie nabrał podejrzeń. Oba mają tablice rejestracyjne spoza Warszawy. Też dla niepoznaki. Kierowcy to funkcjonariusze BOR ale spoza osobistej ochrony Tuska, żeby nie rozpoznał ich twarzy. W autach nie mają
radiostacji, bo poza granicami Polski nie mogą z nich korzystać. Kontaktują się przez telefony komórkowe.

Premier zatrzymuje się rzadko i na krótko. Tankuje paliwo i jedzie dalej. Nie oszczędza silnika. – Jeździ po męsku, na autostradzie potrafi grzać 190, a nawet 200 km/h – przyznaje jeden z funkcjonariuszy. Po kilkunastu godzinach zakonspirowana kolumna dojeżdża do Moeny.

Źródło: Wprost
Więcej o kulisach urlopów premiera i pracy BOR w najnowszym numerze tygodnika „Wprost”.

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: