Nauka,Publicystyka 11 lutego 2013, 22:10

Miliardy miliardów. Czy jesteśmy sami?

 Nasłuchiwanie nieba w poszukiwaniu obcych trwa prawie 100 lat. Sam ojciec łączności radiowej, Guglielmo Marconi, próbował podsłuchać jakąś galaktyczną rozmowę w czasie wypraw w Kordyliery. Ile w ciągu wieku sprawdziliśmy z tych miliardów miliardów?

Ziemia, fot. NASA

Ziemia, fot. NASA

W najnowszej książce Dawkinsa „The Magic of Reality” Richard daje się wpuścić w maliny. Nie są to wielkie krzaki, raczej krzaczki, krzaczuszki, ale zawsze maliny. W rozdziale o naszych kosmicznych sąsiadach, całą stronę poświęca na zapisanie kilkunastozerowej liczby. Terroryzowanie tą przeogromną wartością jest ostatnim, najważniejszym i chyba jedynym argumentem na istnienie obcych cywilizacji. Jest to iloczyn setek miliardów gwiazd w galaktyce i setek miliardów galaktyk w obserwowalnym wszechświecie. Czy w takim bezmiarze kosmosu można wątpić w istnienie gwiezdnych braci? Dawkins wpisuje się w romantyczną modłę przytłaczania nas skalą kosmicznych możliwości. Podobnie jak inni przemilcza jednak, jak wiele z tego potencjału zostało już odhaczone. Nasłuchiwanie nieba w poszukiwaniu obcych trwa prawie 100 lat. Sam ojciec łączności radiowej, Guglielmo Marconi, próbował podsłuchać jakąś galaktyczną rozmowę w czasie wypraw w Kordyliery. Ile w ciągu wieku sprawdziliśmy z tych miliardów miliardów?

Radioteleskopy w Nowym Meksyku, fot. Hajor

Radioteleskopy w Nowym Meksyku, fot. Hajor

Projekt Cyklop, Projekt META, META II, Projekt BETA, MOP, SERENDIP – to tylko niektóre z systematycznych prób namierzenia kosmitów. Nowe możliwości da uruchomiony na półkuli północnej zespół teleskopów LOFAR i projektowany w Australii SKA. Wzrost wydajności jest przy tym ogromny. Świeżuteńki projekt Feniks jest 100 bilionów razy bardziej skuteczny niż sędziwy Ozma. Milowym krokiem w podsłuchiwaniu kosmitów był rok 1976, kiedy obserwatorium Arecibo nie skierowano na gwiazdę, lecz na całą galaktykę M33. Zamiast nastawiać ucho na słabe szmery z pobliskich gwiazd, przeskanowano całą galaktykę pod kątem potężnych cywilizacji. Albo nie potrafię tego znaleźć, albo nikomu nie chce się już nawet liczyć, ile galaktyk przeczesaliśmy do tej pory. Ostatnie tego typu dane to wykres Andrew LePage’a, opublikowany pod koniec lat 90-tych w Scientific American. Jak widać pomimo przeskanowania blisko 200 000 000 000 000 000 gwiazd na obecność cywilizacji na poziomie tych ze Star Treka, kosmos odpowiedział martwą ciszą. Sądzę, że owa liczba 200 biliardów gwiazd, przez te 12 lat jeszcze urosła.

Zbiorczy wynik programów SETI na pasmie 1.42 GHz. Odległość na jaką przebadano kosmos w zależności od mocy nadawczych jakimi dysponują hipotetyczni obcy. Stan na rok 1999

Zbiorczy wynik programów SETI na pasmie 1.42 GHz. Odległość na jaką przebadano kosmos w zależności od mocy nadawczych jakimi dysponują hipotetyczni obcy. Stan na rok 1999

Jeśli nie znaleźliśmy niczego w promieniu miliarda lat świetlnych, jaki sens mają dalsze poszukiwania? Od początku bardziej naukowych prób, a więc od lat 60-tych, mówiono o częstotliwości 1,42 GHz. Gdyby jakaś cywilizacja chciała zostać usłyszana, powinna nadawać w paśmie emisyjnym wodoru, najbardziej rozpowszechnionego pierwiastka we wszechświecie. Jako że, kosmici milczą, postanowiono przebadać wszystkie częstotliwości! Mimo, iż kosmici raczej nie tykają się radia, chłopaki z SETI mają co robić przez najbliższe tysiąc lat. Nie są to już jednak miliardy miliardów gwiazd, a miliardy miliardów częstotliwości. Nie po raz pierwszy szczypta szaleństwa wkrada się do założeń fachowców z SETI. Przypomnę, iż od samego początku Frank Drake i Carl Sagan uważali, iż poza ludzką, na Ziemi istnieje jeszcze jedna inteligentna cywilizacja – delfiny. Przekonał ich do tego John Lilly, opowiadając niestworzone historie, jakoby delfiny posługiwały się równie skomplikowanym językiem, co ludzie. Dlaczego delfiny nie latają w kosmos, w ogóle niewiele robią poza uganianiem się za rybami? Lilly uważał, że delfiny nie tyle tego nie potrafią, co nie interesują się eksploracją kosmosu. Wierząc w to, Drake i Sagan nazwali nawet swoją pionierską grupę „Zakonem Delfina”. Wkrótce potem delfiny Lilly popełniły samobójstwo, te które przeżyły wypuszczono na wolność, on sam zaś pochłonął się eksperymentom z LSD. Znów zostaliśmy sami w zimnym wszechświecie.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: