Publicystyka 8 marca 2013, 19:13

Maść różańcowa i zastrzyk z Ducha Świętego

Od kilku dni nowym bohaterem Super Expressu jest ksiądz uzdrowiciel Teodor Knapczyk. We wtorek czytaliśmy mrożącą krew w żyłach relację ludzi, których dotknął ksiądz Knapczyk. W środę w SE poznaliśmy dalsze przygody uzdrawiacza, w tym także treść modlitwy o wyleczenie (trzy zdrowaśki, tym razem bez pieca). Wczoraj zaś gazeta przedrukowała kalendarz wizyt objazdowego uzdrowiciela po Polsce. Z zemsty za to, że ominął moją parafię, odwdzięczę się paszkwilem na temat uzdrawiającej mocy modlitwy. Tak się składa, że najnowszy Scientific American, czyli ten, który w styczniu wyjdzie po polsku, zawiera felieton Michaela Shermera Sacred Salubriousness, o tym, czemu osoby religijne żyją dłużej niż ateiści. Schermer, który nie jest moim ulubionym felietonistą, nie jest nawet ulubionym felietonistą Scientific American (jest nim Steve Mirsky), podaje dwie możliwe przyczyny – do wyboru. Albo osoby religijne żyją dłużej, bo ich modlitwy działają. Albo odznaczają się większa samokontrolą, przez co mniej palą, piją i rzadziej dopuszczają się ryzykownych zachowań seksualnych.

Różaniec, fot. Daniel Tibi

Różaniec, fot. Daniel Tibi

Modlitwa jest najpopularniejszą formą medycyny alternatywnej, rzadko jednak widnieje w jej wykazach. Według GUS ledwo 1% Polaków w ostatnim roku leczyło się u homeopaty, specjalisty od akupunktury, zielarza lub innej osoby praktykującej medycynę alternatywną. Jeśli chodzi o grupę wiekowa 0-14 lat, w ciągu ostatnich miesięcy około 300 dzieciaków na 1000 korzystało z usług laboratorium analitycznego, pracowni radiologicznej lub ultrasonograficznej, a tylko 5 na 1000, a więc 0,5% odwiedziło homeopatę lub bioenergoterapeutę. Dla porównania 27% Polaków modli się kiedy przypałęta im się poważniejsze choróbstwo. 70 % Polaków wierzy, że nasza modlitwa może nam pomóc, zaś 60% wierzy, iż w powrocie do zdrowia może pomóc modlitwa osób trzecich, nawet jeżeli chory o tym nie wie. Najbardziej znanymi badaniami nad modlitwą jest tzw. projekt STEP, znany szerszej widowni dzięki osobie Richarda Dawkinsa. Trudno nazwać ten fragment „Boga urojonego” szczytowym osiągnięciem rzetelności naukowej. Dawkins nie wybrał oczywiście z palety badań takiego, które pozakazywałoby działalność takich ludzi jak ksiądz Knapczyk choćby w mikro pozytywnym świetle. W badaniu przytaczanym przez Richarda, modlitwa szkodzi. Tymczasem metaanalizy dotychczasowych badań pokazują, że wychodzi co najmniej na zero. W 2000 roku przeanalizowano 23 badania, z czego tylko jedno wykazało szkodliwy wpływ modlitwy, kilka wskazywało na neutralnosć tych praktyk, zaś większość przypisywało jej pozytywny wynik. Metaanaliza z 2006 kilkunastu badań kontrolnych wykazała brak naukowo dostrzegalnych wpływów modlitwy za osoby trzecie. Przeprowadzona rok później metaanaliza 17 badań mówi natomiast, iż korzyści są niewielkie ale są.

Łatwo jest zmierzyć skuteczność modlitwy na zmiany parametrów fizycznych, np. czy litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa podniesie temperaturę wody w szklance. Skuteczność modlitwy za zmarłych jest natomiast w ogóle niemierzalna. Modlitwa o wyleczenie plasuje się gdzieś pośrodku. Wstępnym warunkiem tego, aby w badaniach w ogóle mogła pojawić się pozytywna korelacja pomiędzy pacierzem a wyzdrowieniem, jest działanie na dolegliwościach podatnych na reemisje i placebo. Osoby religijne wydają się mieć nawet tendencje, aby modlić się o to, co ustąpić może samoistnie, tak, aby nie wystawiać swojej modlitwy na próbę. Jeśli w swojej modlitwie polecamy swoje własne zdrowie, generalnie wydaje się nieść to jakies korzyści. Pozytywny wpływ na układ sercowo-oddechowego ma m.in odmawianie mantry, różańca i technik surjanamaskar. Jednak w nauce pierwszeństwo ma zawsze wyjaśnienie naturalne, a w tym wypadku jest ono całkiem sensowne. Modlitwa ma bezsprzeczny wpływ na nasz stan psychiczny, a ten oddziałuje na zdrowie fizyczne, stąd poprawa. Tą część niech podsumuje oświadczenie American Cancer Society sprzed 3 lat, iż brak jest dowodów naukowych na to, że wiara może leczyć raka lub inne choroby. Nawet w sanktuarium w Lourdes ilość udokumentowanych reemisji nowotworu nie jest statystycznie wyższy niż gdziekolwiek indziej. Praktyki religijne mogą jednak przynosić spokój, łagodzić ból i zmniejszać stres.

Inaczej sprawy mają się ze skutecznością modlitwy wstawienniczej, kiedy modlimy się o przebywającą w szpitalu babcię. Babcia nie wie o tym, że wygrzewamy właśnie kościelne ławy, modlitwa zatem nie powinna wpływać na jej zdrowie, ani pozytywnie ani negatywnie. Takie też wyniki dał projekt MANTRA oraz badania Freda Sichera na osobach zakażonych HIV. W przypadku kiedy badania potwierdzały leczniczy charakter modlitwy, albo kwestionowano ich metodologię (Byrd i Harris), albo okazywały się oszustwem (eksperyment z 2001). Szpitale mogą odetchnąć. Nie potrzeba wygospodarowywania na salach szpitalnych miejsc do składania ofiar całopalnych. Jako że modlitwy nie leczą, lekarze nie mają obowiązku się nimi parać. Tak już do obrzydzenia na koniec jeszcze jedna metaanaliza, tym razem z roku 2009 podsumowująca 10 badań nad skutecznością modlitwy. Nie chodzi mi jednak o jej rezultat – jej wynik po raz kolejny pokazał, że modlitwa nie wnosi nic ciekawego do medycyny. Bardziej interesujący jest dodatkowy wniosek – aby w końcu przestać zajmować się tym tematem, zaś ewentualne, kolejne fundusze na badania modlitwy spożytkować na bardziej sensowne cele naukowe.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: