Kultura 8 marca 2013, 19:25

Maria Sadowska o „Dniu kobiet”

— Wkurza mnie to, że w kinie, my kobiety, jesteśmy pokazywane jako rozhisteryzowane kretynki. To kompletna bzdura. Nie znam takich kobiet. I chcę ten obraz zmienić — mówi Maria Sadowska, reżyserka, wokalistka i kompozytorka. Dzień kobiet – jej pełnometrażowy debiut – wszedł właśnie do kin. Film, porównywany przez krytykę do Erin Brockovich Stevena Soderbergha, jeszcze przed premierą zdobył wiele nagród, m.in. Grand Prix renomowanego festiwalu filmowego w Cottbus. — To nie jest opowieść tylko dla kobiet — mówi twórczyni filmu w rozmowie z iWoman.pl.

Katarzyna Kwiatkowska w "Dniu kobiet"

Katarzyna Kwiatkowska w „Dniu kobiet”

Dlaczego ten film reżyserka nazywa kobiecym westernem?

Maria Sadowska: To bardzo archetypiczna historia, w której mamy samotnego bohatera walczącego ze złem, starcie słabego z silniejszym. Główna bohaterka występuje przeciwko korporacji, z góry jest skazana na porażkę, jednak nie poddaje się, szuka sobie sojuszników, dzięki którym ma szansę zwyciężyć. Oczywiście, użyłam tego określenia z przymrużeniem oka, ponieważ scenografia filmu jest współczesna. Nawiązania do westernu znajdziemy nie tylko w konwencji, ale także w muzyce, sposobie w jakim są opowiadane sceny, cała historia. To też walka.

W dzisiejszych czasach mamy demokrację, prawa, jesteśmy wolni. O co więc walczyć?

Jak najbardziej mamy o co walczyć. System, w którym żyjemy, jest daleki od ideału. Pieniądz jest nadrzędną wartością. Wielkie korporacje to szare eminencje naszego świata. Mali przedsiębiorcy są przez nich wchłaniani. W pewnym sensie jesteśmy wszyscy niewolnikami jakiegoś systemu. Znaczna część z nas ma kredyty, wiele osób pracuje w wielkich firmach, gdzie stworzono wielką piramidę ludzi rządzących, będących nad nami, siatkę zależności. Dodatkowo następuje odhumanizowanie, zacieranie zasad. Przykładem jest ostatnia afera z koniną. Co gorsza nie jesteśmy w stanie bezpośrednio wskazać winnego. Nie wiadomo, kto tak naprawdę za tym stoi. Problem różnorakich zależności, dotyczy wszystkim ludzi na świecie, ale powoli zaczynamy się przebudzać, świadczą o tym na przykład tzw. ruchy oburzonych. A słynny amerykański sen od pucybuta do milionera jest nierealny w tej chwili. Oczywiście Polska jest w innej sytuacji niż kraje Zachodu czy USA. My jeszcze całkiem niedawno zachłysnęliśmy się wolnością, demokracją.

Katarzyna Kwiatkowska w "Dniu kobiet"

Katarzyna Kwiatkowska w „Dniu kobiet”

Czyli to nie jest film tylko o kobietach, których prawa pracownicze są łamane?

To jest film o nas wszystkich. Wiele osób może w nim odnaleźć część własnej historii, jakieś uniwersum, zamknięty świat, którym rządzą bardzo twarde zasady i ktoś próbuje je złamać, pomimo że wcześniej sam popełniał wiele błędów. Dzień kobiet pokazywałam w wielu krajach i on był w pewnym sensie uniwersalny. Bo to przecież nie jest film o kasjerkach, pracowniczkach sklepu wielkiej sieci handlowej, gdzie jedna z nich awansuje i wtedy zaczynają się kłopoty. Równie dobrze osoby pracujące na kierowniczych stanowiskach w dużym mieście mogą mieć podobne problemy. Właściwie jest to film o poszukiwaniu siły w sobie, o takim przejściu od słabości, o odwadze, która jest przełamaniem strachu.

Maria Sadowska opowiada też, dlaczego kręcenie filmu trwało aż 4 lata i jak wyglądało pisanie scenariusza oraz przygotowanie aktorek do pracy. Zdradza ponadto, ile w jej filmie jest historii prawdziwych, a ile fikcji. Opowiada też o muzyce, którą sama skomponowała. Cały wywiad z Marią Sadowską można przeczytać na portalu iWoman.pl

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: