Publicystyka 13 lutego 2013, 10:50

Lucia de Jesus Superstar

Dzisiaj mija ósma rocznica śmierci ostatniej katolickiej wizjonerki, siostry Łucji. Choć Łucja dos Santos (znana, jako Lucia de Jesus dos Santos) to prawdziwy klucz do zrozumienia objawień fatimskich, w języku polskim nie uświadczymy krytycznej analizy tej postaci. Katolickie źródła obmalowują ją w aureoli świętej, do której de facto pretenduje. Warto upchać trochę wątpliwości w miejsca, które uzurpuje dziś sobie nieuzasadniona pewność. Szczególnie, że rola dziewczynki, na zeznaniach której oparto objawienia fatimskie, jest niejednoznaczna. Łucja od zawsze starała się być w centrum uwagi. Jako mała dziewczynka prezentowała się na jarmarkach, stając na skrzyni, tańcząc i śpiewając. W domu zabawiała gości opowiadając bajki i legendy, najczęściej z religijnym podtekstem. William Walsh opisuje ją w swojej książce, jako dziecko z niezwykłym wręcz „darem do narracji”. Już jako kilkulatka była skarbnicą niezwykłych opowieści, jakie wciąż jej się przytrafiały. W wieku 6 lat twierdziła, że podczas modlitwy uśmiechnęła się do niej statuetka Maryi, zaś w wieku lat 9 utrzymywała, że regularnie odwiedza ją anioł. W te jak i wszystkie inne paranormalne historie nigdy nie uwierzyła matka Łucji, Maria, nazywając je „dziecięcymi bzdurami”. Postać złej, sceptycznej matki, jedynej piśmiennej osoby w domu Łucji, koreluje zwykle z przedstawianym dobrze, wierzącym we wszystko ojcem Antonio, alkoholikiem, który według samej Łucji, całe dnie spędzał w miejscowej tawernie.

ŁucjaŁucja była najstarsza z trojga dzieci fatimskich. To ona zobaczyła Maryję jako pierwsza, to jej zachowanie w czasie objawień naśladował Franciszek i Hiacynta, to ona mówiła tłumowi gdzie w danym momencie znajduje się Matka Boża i to ona przekazywała jej słowa. Sandra Zimdars w wydanej w Princeton książce Encountering Mary pisze, że kiedy tylko pytano małą Hiacyntę i Franciszka, co dokładnie przekazała im Maryja, odpowiadały, że „Matka Boża mówiła im wiele rzeczy, ale zapomniały. Lepiej zapytać Łucji, ona wie lepiej”. Matka Boże objawiała się dzieciom w obecności zgromadzonej publiki kilkukrotnie, za każdym razem czyniąc „niezwykłe” cuda. Dla przykładu 13 lipca, kiedy tłum obserwował kołyszące się na wietrze drzewo, według Łucji gałęzie poruszyły się, bo Matka Boża zahaczyła o nie swoją suknią. Główny cud Łucja zapowiedziała na 13 października. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi zgromadziło się na polu niedaleko Fatimy… a tu nic. Łucja zaczęła relacjonować zebranym to, co widzi, m.in. pozdrawiającego wszystkich św. Józefa, czy błogosławiącego tłum Jezusa. Za nią, około 40 tysięcy ludzi, którzy mimo wszystko chcieliby coś zobaczyć. W objawieniach z poprzednich miesięcy widywano chociażby chmury o „dziwnych” kształtach, a tu jak na złość nic. W pewnym momencie Łucja wstaje, wskazuje palcem na niebo i krzyczy „patrzcie na Słońce!”. Patrzeć na Słońce – łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Łucja nie mówi, co niby ma się dziać ze Słońcem, wiec każdy łzawiącymi oczami widzi co innego. Dla jednych Słońce kręci się jak wiatraczek, dla innych chybocze na boki, według jednych ze Słońca lecą srebrne płatki, według innych gwiazda naciera na tłum, a są i tacy, którzy nie widzą niczego. Łucja czuje się po tym pewna jak nigdy wcześniej. Ponosi ją nawet fantazja, twierdzi, że 19 października zakończy się I Wojna Światowa. W 1947 w liście do Jose Pedro da Silva, przypomina sobie, że Maryja powiedziała jednak coś innego, „jeśli ludzie nawrócą się, to 19 października zakończy się wojna”. Oj taka tam mała różnica.

Przepowiednie, jakie Matka Boża powierzyła Łucji, to chyba najbardziej kuriozalna część całej tej historii. Od Matki Bożej Łucja wiedziała, że Hiacynta i Franciszek umrą niebawem po objawieniach i rzeczywiście umarli (w 1919). Łucja przepowiedziała to w 1927, a więc przepowiedziała śmierć dzieci, 8 lat po ich śmierci. Przepowiednie tak chętnie cytowane przez katolików, pochodzą z pamiętników jakie Łucja pisała w klasztorze. Na przykład w piśmie z sierpnia 1941 (znanym, jako druga tajemnica fatimska) przepowiada wybuch II Wojny Światowej. Przepowiedziała więc wybuch wojny dwa lata po jej wybuchu. Wszystko odbywa się w konwencji, w której Maryja powiedziała jej coś w 1917, ale ona z takich czy innych powodów ujawnia to dopiero po wielu latach. Ofiarą tej nietransparentnej sytuacji pada w końcu sam Kościół. Rozgoryczony niekończącym się objawieniem, miejscowy biskup nakazuje Łucji ostateczne spisanie wszystkiego, co przekazała jej niegdyś Maryja. Tak Łucja relacjonuje m.in. trzecią tajemnicę fatimską, z zaznaczeniem, że nie wolno ujawniać jej opinii publicznej, aż do roku 1960, „kiedy wszystko stanie się już jasne”. Oczywiście zarówno w 1960 jak i dziś, naiwna wizja przyszłości, jaką opisała Łucja, nie ma odzwierciedlenia w żadnym ze znanych nam wydarzeń. Treść tajemnicy ujawniono dopiero 26 czerwca 2000 roku. Łucja opisała spalone i zrujnowane miasto, w którym żołnierze mordują jego mieszkańców, nie oszczędzając przy tym hierarchów kościoła: biskupów, księży, zakonnic, a być może i samego papieża. Żołnierze zabijają ich przy pomocy kul z pistoletów i strzał z łuków (szczególnie te strzały zostały przemilczane przez media), a aniołowie zbierają krew pomordowanych. Najlepsze, że według Kościoła jest to opis…. nieudanego zamachu na papieża. Tak oto ostatni zgniły owoc wybujałej fantazji Łucji, został zamieciony pod dywan.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: