Wiadomości 21 marca 2013, 22:24

Konina z Tatrzańskiego Parku Narodowego

Brakuje danych 49 koni z 284 pracujących na trasie do Morskiego Oka w 2012 roku. Z pozostałej liczby 235 koni aż 36 zostało ubitych w rzeźniach, a 3 padły.

Przemęczony koń, fot. MoniSpotter/YouTube

Przemęczony koń, fot. MoniSpotter/YouTube

Konie, które nie istnieją w świetle prawa

Jak wynika z danych Tatrzańskiego Parku Narodowego, na trasie do Morskiego Oka w roku 2012 pracowały 284 konie należące do 60 fiakrów. Tymczasem 49 koni z listy TPN nie zostało odnotowanych w bazie Polskiego Związku Hodowców Koni.

– Konie te nie istnieją więc w świetle prawa, znajdują się tym samym poza jakąkolwiek kontrolą: mogą być podmieniane, ich paszporty mogą być sfałszowane, a mimo to są dopuszczane do pracy – wyjaśnia Cezary Wyszyński z Fundacji Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva!

Tylko spośród 235 koni posiadających paszporty w ubiegłym roku 36 zostało ubitych w rzeźniach, a 3 padły. Okazało się również, że aż 29 z nich przeszło pozytywnie badania weterynaryjne przed sezonem 2012 i zostało dopuszczonych do pracy z „Trwale zdolny do pracy”. Badania te wykonuje lekarz weterynarii zatrudniony przez TPN.

Emerytura w rzeźni

Połowa koni poszła na ubój już w trakcie sezonu (miesiące czerwiec – wrzesień), co może świadczyć o nagłym spadku ich formy w tym okresie (związanym z pracą z dużymi obciążeniami podczas upałów). Były wśród nich nawet zwierzęta 3-5 letnie. Pięciu fiakrów „oddało” do rzeźni aż po dwa swoje konie, które przeszły pozytywnie badania weterynaryjne przed sezonem 2012 i zostały zakwalifikowane jako „Trwale zdolne do pracy”. Podkreślenia wymaga fakt, że badania wykonał lekarz weterynarii opłacony przez fiakrów.

Zdaniem organizacji zajmujących się statutowo ochroną zwierząt, konie w Morskim Oku są eksploatowane ponad siły, pracują w stałym przeciążeniu, również podczas największych upałów. W efekcie szybko tracą zdrowie, a wtedy są sprzedawane do rzeźni. Wymiana zwierząt następuje bardzo szybko, a na ubój wysyłane są nawet bardzo młode zwierzęta. Z danych PZHK wynika, że w roku 2012 do rzeźni trafił m.in. 3-letni koń Irys (ubój na początku września), 4-letni Lukas (ubój w sierpniu), wiele koni 5 – 7 -letnich. Tymczasem przeciętna długość życia koni wynosi 25-30 lat.

Wiele zwierząt trafiło do rzeźni po zaledwie 2 – 4 miesiącach pracy w Morskim Oku, czteroletni Cwał padł zaledwie po 11 miesiącach pracy.

Regulamin przewozów TPN teoretycznie zapewnia organizacjom zajmującym się statutowo ochroną zwierząt prawo pierwokupu koni przeznaczonych na rzeź, jednak w praktyce przepis ten jest martwy, przy czym fiakrzy nie ponoszą z tytułu jego łamania żadnych konsekwencji.

– Z zestawienia danych z lat 2011 i 2012 wynika, że co dwa lata aż 70 procent koni jest wymienianych, co jednoznacznie pokazuje, jak szybko postępuje „zużycie” zwierząt w tej pracy – mówi Beata Czerska z Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Dochodowy biznes

Organizatorem kontrowersyjnych transportów turystów zaprzęgami konnymi na trasie od Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka jest Tatrzański Park Narodowy. Z tytułu udzielania licencji, TPN co miesiąc pobiera od każdego fiakra opłatę w wysokości 1300 złotych. Jeśli pomnożymy ją przez ilość fiakrów, których jest sześćdziesięciu, okazuje się, że Park otrzymuje od nich około 78 tysięcy złotych miesięcznie.

Dla samych fiakrów transport konny jest równie dochodowym biznesem. Robiąc dwa kursy dziennie zarabiają miesięcznie średnio 20 tysięcy złotych.

Sprawa przeciążania koni ciągnących wozy z turystami na trasie do Morskiego Oka stała się głośna w 2009 roku, kiedy na oczach turystów skonał koń Jordek. W ciągu pięciu lat które minęły od tego wydarzenia, Park nie zdołał poprawić warunków pracy zwierząt. Nadal brakuje ujęć z bieżącą wodą, rampy przeładunkowej oraz zadaszeń chroniących przed śniegiem czy słońcem. TPN nie wprowadził też żadnych skutecznych rozwiązań w zakresie monitoringu i kontroli fiakrów.

W ubiegłym roku historia się powtórzyła. Na oczach turystów upadł koń Cygoń. Okazało się, że nigdy nie figurował on w rejestrze Polskiego Związku Hodowców Koni, co może świadczyć o tym, że jego paszport był sfałszowany.

Czipy i monitoring w Morskim Oku

W ostatnim czasie TPN zapowiedział wprowadzenie rozwiązań takich jak montaż kamer na trasie do Morskiego Oka. Nie wiadomo jednak, gdzie zostaną umieszczone, ani kto będzie mieć dostęp do nagrań. Powstaje pytanie, czy rzeczywiście rozwiązanie wpłynie na poprawę warunków pracy zwierząt, czy też – podobnie jak badania i czipy – posłuży do stworzenia wrażenia, ze wszystko jest pod kontrolą.

Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności, organizacje zajmujące się statutowo ochroną zwierząt planują wystosować petycję do Pawła Skawińskiego, dyrektora TPN, w sprawie likwidacji konnego transportu na drodze do Morskiego Oka.

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: