Ekonomia,Wiadomości 10 kwietnia 2013, 13:44

Kolej igra z życiem pasażerów

Linie kolejowe, rozjazdy i stacje są w złym stanie – alarmuje Najwyższa Izba Kontroli. 60 proc. linii kolejowych i 30 proc. rozjazdów funkcjonuje tylko pod warunkiem, że przejeżdżające po nich pociągi znacznie zwalniają. Zamiast zapewnienia bezpieczeństwa na najwyższym poziomie, używane są procedury awaryjne o najmniejszym stopniu ochrony przed wypadkami, na przykład tak zwane sygnały zastępcze. Jeśli już jakiekolwiek kontrole stanu technicznego są przeprowadzane, to realizacja zaleceń przeciąga się nawet do 1,5 roku. Z kontroli Izby wynika też, że awarie PKP PLK usuwa nawet po dwóch latach od zgłoszenia!

EU07-472 EU07-472 (303E) stojąca przy jednym z peronów dworca Warszawa Zachodnia, fot. Krzysztof Sawicki/Wikimedia

EU07-472 EU07-472 (303E) stojąca przy jednym z peronów dworca Warszawa Zachodnia, fot. Krzysztof Sawicki/Wikimedia

Kontrola NIK na kolei cały czas trwa, a szczegółowy raport na temat stanu bezpieczeństwa ujawniony zostanie w maju. Za to już teraz Izba informuje o źle zorganizowanych służbach ratownictwa w PKP PLK. Co roku na kolei dochodzi do ponad 800 wypadków, co wiąże się także z fatalnym stanem technicznym. Za usuwanie skutków wypadków i katastrof odpowiada zarządca linii. Zdaniem kontrolerów, zespoły ratownicze są źle zorganizowane, tylko co trzeci (z 24 jednostek działających w kraju) miał w ubiegłym roku kompletną obsadę. Trzy istniały tylko na papierze. Obowiązkowe szkolenia ukończył zaledwie co trzeci pracownik, przy czym aż w siedmiu jednostkach żaden ratownik nie ukończył kursów udzielania pierwszej pomocy. Do tego ich podstawowe wyposażenie pochodzi z lat 60. ubiegłego wieku.

- Jeszcze niedawno, minister Sławomir Nowak, przyznając, że na kolei istnieją duże zaniedbania, zapewniał, że o bezpieczeństwo się dba. Tymczasem pasażerowie muszą mieć świadomość, że zespoły ratownicze są w stanie pojawić się na miejscu wypadku dopiero po czterech godzinach od zgłoszenia – mówi portalowi Money.pl Jakub Madrjas, ekspert z zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Prędkości na polskich torach

Prędkość

Długość torów

Udział w całkowitej długości czynnych torów

Źródło: Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej

Ponad 120 km/h

1776 km

9,25 proc.

80 – 120 km/h

6774 km

35,31 proc.

60 – 80 km/h

4110 km

21,52 proc.

poniżej 60 km/h

6478 km

33,92 proc.

Co na to kolejarze? – Trwa uzupełnianie Zespołów Ratownictwa Technicznego, pracownikami utrzymania infrastruktury kolejowej, po odpowiednim ich przeszkoleniu – tłumaczy Robert Kuczyński, szef biura prasowego PKP PLK S.A. – Niebawem spółka ogłosi przetarg na dostawę 10 specjalistycznych pojazdów.

Stan infrastruktury kolejowej systematycznie się pogarsza. Jeżeli chodzi o nakłady na remonty i budowę to w przeliczeniu na jeden kilometr linii rocznie wydajemy około 130 zł, podczas gdy średnia europejska to równowartość około 200 zł na kilometr.

Peron przystanku osobowego Kietlanka, fot. Maciej Praga/Wikimedia

Peron przystanku osobowego Kietlanka, fot. Maciej Praga/Wikimedia

W Polsce mamy niewiele ponad 19 tys. km czynnych linii kolejowych. 20 lat temu było ich ponad 24 tys. Z danych Ministerstwa Transportu wynika, że zaledwie w przypadku 36 proc. z nich, można mówić o dobrym stanie. Niewiele mniej linii wymaga napraw i remontów, a aż blisko 30 proc. nadaje się do zamknięcia. W lutym PKP PLK wstępnie zapowiedziała czasowe wyłączenie 90 odcinków linii kolejowych o łącznej długości 2 tys. kilometrów. – To czasowe wyłączenie to taki eufemizm stosowany przez spółkę, by nie mówić wprost o likwidacji – komentuje Michał Litwin ze Związku Niezależnych Przewoźników Kolejowych.

Według symulacji samego resortu transportu – przy założeniu, że inwestycje kolejowe znacznie nie przyspieszą – do 2015 roku długość odcinków torów na których trzeba będzie zatrzymać ruch wzrośnie ponad dwukrotnie do 4100 km.
Gęstość czynnych linii kolejowych zbliża się do 6 km linii na 100 km kwadratowych powierzchni kraju, co sprawia, że Polska jest państwem z niedoborem sieci kolejowej już nie tylko w stosunku do najlepiej rozwiniętych krajów europejskich (np. Niemcy 9,73), ale również do krajów naszego regionu (Czechy – 12,04, Węgry – 8,55; Słowacja – 7,47).

Mimo fatalnego stanu infrastruktury, PKP PLK zapowiada kolejną podwyżkę opłat za korzystanie z torów. To oznacza nic innego jak wzrost kosztów transportu, a także cen biletów. Oficjalnie, spółka zapowiada podwyżkę na poziomie blisko 4 proc., jednak przewoźnicy po przyjrzeniu się szczegółom alarmują, że będą musieli płacić nawet 10 proc. więcej niż teraz. – Nie wiem jak PKP PLK to wyliczyła, ale nam wychodzi, że podwyżka będzie znacznie wyższa niż się to oficjalnie zapowiada – mówi portalowi Money.pl Michał Litwin. Już teraz za dostęp do torów firmy przewozowe muszą płacić stawki jedne z najwyższych w Europie.

Dworzec Główny we Wrocławiu, fot. Magnus Manske/Wikimedia

Dworzec Główny we Wrocławiu, fot. Magnus Manske/Wikimedia

Zdaniem ekspertów i przedstawicieli przewoźników, dalsze podwyżki opłat za korzystanie z torów jeszcze bardziej pogorszą konkurencyjność polskich kolei. Ciągle wzrastające koszty dostępu do infrastruktury hamują rozwój przewozów intermodalnych (z wykorzystaniem kolei) w Polsce, które w innych krajach europejskich są siłą napędową przewozów kolejowych i na które stawia Bruksela w swoich strategiach jako na transport ekologiczny.

Tymczasem udział przewozów kolejowych w Polsce nadal wynosi zaledwie 4,5 proc., podczas gdy średnia europejska to 30 proc. – Dalszy rozwój transportu kolejowego w Polsce wymaga obniżenia stawek, a w najgorszym razie ich zamrożeniu na najbliższe lata. Można odnieść wrażenie, że PKP PLK nie bierze pod uwagę faktu, że podcina gałąź, na której siedzi – komentuje Christian Schreyer, Prezes Zarządu polskiej firmy DB Schenker Rail Polska.

Od miesięcy przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości toczy się postępowanie przeciwko Polsce, za to, że od lat zwleka z wdrażaniem unijnych dyrektyw transportowych. Jedna z nich mówi, że nadzorujący infrastrukturę, ustalając stawki za korzystanie z niej, może uwzględniać tylko koszty związane z jej utrzymaniem. – Tymczasem PKP PLK, upycha w nich koszty swojej rozbuchanej administracji – mówi Michał Litwin. Jego zdaniem, najprawdopodobniej Polska przegra przed Trybunałem i będzie musiała płacić wysokie kary.

Jakby tego było mało, to wciąż rosną budżetowe dotacje dla PKP PLK, które teoretycznie powinny być przeznaczane na utrzymanie infrastruktury. Podczas gdy w 2010 roku było to 900 mln, to już w tym roku, spółka ma dostać w sumie 1,27 mld zł.

Andrzej Zwoliński
Money.pl

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: