Nauka,Publicystyka 4 lutego 2013, 09:27

Jak to jest z tymi kręgarzami?

W przypadku chiropraktyki, nawet świadomy konsument może się pogubić. Czy kręgarstwo to rodzaj prozdrowotnego masażu, czy kolejne cuda wianki w wykonaniu szalonych znachorów? Zacznijmy od początku. W roku 1895 w Iowa ma miejsce niepozorny incydent. Stróż Harvey Lillard opowiada zebranym dowcip. Jeden ze słuchaczy, właściciel sklepu spożywczego Daniel Palmer, śmiejąc się, uderza Lillarda książką w plecy. Po kilku dniach Harvey spotyka Daniela i zwierza mu się, że od owego ciosu odetkały mu się uszy. 30 lat później wiara w to, że uderzeniem ręki w kręgosłup można wyleczyć każdą chorobę była już powszechna, a liczba kręgarzy w USA dochodziła do 30 tysięcy. Choć ojcem i prekursorem kręgarstwa był Daniel Palmer, większość kluczowych koncepcji stworzył jego uczeń Solon Langworthy i syn Palmera, Bartlett Palmer. Dwa najważniejsze terminy to: wywołujące zatory energetyczne vertebral subluxation (podwichnięcie kręgu) oraz innate intelligence – trudna w ścisłym zdefiniowaniu lecznicza siła będąca manifestacją pierwotnej energii życia. Flirt z metafizyką był na tyle poważny, iż Bartlett Palmer rozważał nawet stworzenie chiropraktycznej religii. American Medical Association przez całe dekady walcząca z kręgarstwem, nazwała chiropraktykę „pseudonaukowym kultem”.

Kręgarstwo to przede wszystkim dwie szkoły. Proste kręgarstwo (straight) nie uznające medycyny głównego nurtu i osiągnięć nauk medycznych. Chiropraktycy tego nurtu hołdują założeniom witalizmu oraz żyją w przekonaniu, iż swoimi praktykami uleczą każdą chorobę. Kręgarstwo mieszane (mixer) ogranicza się do schorzeń kręgosłupa, włącza do swoich praktyk masaże i ćwiczenia fizyczne. Wszyscy kręgarze niezależnie od przynależności parąją się niebezpieczną praktyką wygniatania palcami kręgów oraz wykręcaniem karku. W przeprowadzonej w 2003 ankiecie, okazało się że ponad 75% wszystkich kręgarzy wierzy, iż podwichnięcie kręgów powoduje choroby serca, płuc i przewodu pokarmowego. Rzecz ma się bardziej przerażająco niż mogłoby się wydawać. Zdefiniowane przez kręgarzy podwichnięcie nie istnieje! Tak jak nikt nie widział kluczowych dla akupunktury meridianów, tak na żadnym prześwietleniu, na żadnym tomografie, nikt nie widział podwichnięcia, na którym pracują kręgarze. Sami chiropraktycy podchodzą do tego problemu wielorako. Brytyjska General Chiropractic Council przyznaje, że podwichnięcie to „historyczna koncepcja nie poparta dowodami”. World Federation of Chiropractic twierdzi, że podwichnięcie istnieje, ale nie da się go dostrzec bo jest dynamicznym procesem, cokolwiek miałoby to znaczyć. Tedd Koren uważa podwichnięcie za metaforę, intelektualny konstrukt zrozumiały dla kręgarzy, a niezrozumiały dla naukowców. Szkoda, że nie wiedzą o tym sami kręgarze, próbując naprawić ową metaforę, poprzez majstrowanie przy zdrowych kręgosłupach.

Czy w ogóle można wnioskować o kondycji kręgosłupa, obmacując go rękoma? Według Pawła Michalskigo, specjalisty ortopedy – nie. 70% naszego kręgosłupa nie da się poczuć pod palcami, ponieważ znajduje się kilkanaście centymetrów w głąb naszego ciała. Załóżmy jednak wersję optymistyczną. Załóżmy, iż kręgarz, do którego się udamy nie ukończył kilkudniowego kursu, a kilkuletnie studia. Załóżmy, że jego ambicje nie sięgają leczenia gruźlicy, a jedynie dolegliwości kręgosłupa. Czy w ogóle może nam pomóc? Hmmm, trudno powiedzieć. Zapodałem już tyle nieprzychylnych linków, że dla równowagi szczypta pozytywnego przesłania. Z opublikowanego przed paroma miesiącami przeglądu badań wynika, że w połączeniu z fizykoterapią kręgarstwo może się nam do czegośś przysłużyć. Inny, zeszłoroczny przegląd wskazuje na przydatność kręgarstwa w przypadku bólu dolnego odcinka pleców. Niestety nic za darmo. Do 2010 zabiegi kręgarzy były bezpośrednią przyczyną aż 26 zgonów! Ocenia się, że od 30 do 60% pacjentów odczuwa działania niepożądane, co czyni kręgarstwo jedną z najbardziej niebezpiecznych odmian medycyny alternatywnej. Niebezpieczna zarówno dla pacjentów kręgarzy jak i sceptyków. Przekonał się o tym popularyzator nauki Simon Singh, który przez 2 lata szlajał się po sądach będąc ciąganym tam przez British Chiropractic Association. Brytyjscy kręgarze poczuli się obrażeni słowami Singha, iż nie posiadają żadnych dowodów na swoje szalone twierdzenia. Po tym jak prestiżowe czasopisma medyczne ujęły się za Simonem, a Brytyjskie Towarzystwo Kręgarskiego przegrało w pierwszej instancji, kręgarze wycofali swój pozew, uszczuplając przez ten czas portfel fizyka o 100 tys. funtów.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: