Ekonomia,Wiadomości 9 stycznia 2014, 11:45

Inwestorzy stracili miliony akcji. To nie pierwszy raz

Akcje słoweńskiego banku Nova KBM warte dwa miliony złotych w jednej chwili wyparowały z rachunków inwestorów. Ci prawdopodobnie nie odzyskają swoich pieniędzy. Czy posiadacze papierów innych spółek mają się czego obawiać?

Inwestorzy stracili miliony akcji. To nie pierwszy raz. fot. Katrina.Tuliao/Wikimedia

Inwestorzy stracili miliony akcji. To nie pierwszy raz. fot. Katrina.Tuliao/Wikimedia

Drugi pod względem wielkości bank w Słowenii, który zadebiutował na polskiej giełdzie w 2011 roku, zdecydował o… umorzeniu akcji. Polscy inwestorzy – zarówno instytucjonalni, jak i indywidualni – stracili 2,9 miliona akcji, które tuż przed umorzeniem były warte około 2 miliony złotych. Ten sam pakiet przed trzema laty był wart około 90 milionów złotych.

Całą operacją przeprowadzoną przez Słoweńców są zaskoczeni nie tylko inwestorzy, ale nawet polski nadzór finansowy. – Poprosiliśmy słoweński nadzór giełdowy o wyjaśnienia, w szczególności o informację, czy i ewentualnie na jakich zasadach akcjonariusze mogą się ubiegać o odszkodowanie za anulowane akcje. Czekamy na odpowiedź – mówi w rozmowie z Money.pl Łukasz Dajnowicz, rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego.

Inwestorzy raczej nie odzyskają pieniędzy

Rzecznik KNF wyraźnie zaznacza, że nadzór o całej sprawie nie mógł wiedzieć z prostego powodu: zagraniczne spółki notowane na polskiej giełdzie nie podlegają polskiemu prawu. Nie mają takich obowiązków informacyjnych, jak polskie firmy, a często nawet ich raporty nie są tłumaczone na język polski. Wszelkie roszczenia i skargi w spornych sytuacjach inwestor może kierować tylko do właściwych sądów w danym państwie. Ani GPW, ani również KNF, nie pomogą mu.

- To ostrzeżenie dla inwestorów handlujących akcjami zagranicznych spółek. W razie jakichkolwiek sporów prawnych, KNF nie będzie im mógł pomóc. Jedyne, co im w takiej sytuacji pozostanie, to złożenie sprawy do sądu. Warto jednak pamiętać, że właściwym sądem w przypadku takich spraw jest sąd, któremu podlega dane przedsiębiorstwo – mówi w rozmowie z Money.pl mec. Wojciech Chabasiewicz z kancelarii Chabasiewicz, Kowalska i Partnerzy, specjalizujący się w prawie rynku kapitałowego.

Prawnik rozwiewa też nadzieje, że inwestorzy będą mieli szanse na jakiekolwiek odszkodowanie. – Moim zdaniem polskim inwestorom będzie bardzo trudno wywalczyć jakiekolwiek odszkodowania. Decyzja Słowenii jest zgodna z tamtejszym prawem, zatem trudno będzie znaleźć podstawy, aby wygrać sprawę w sądzie. Warto też pamiętać, że stroną sporu nie byłby tutaj sam bank, a państwo Słowenia – zauważa Wojciech Chabasiewicz.
Co ciekawe, tak radykalny krok jak anulowanie akcji bez odszkodowania, stał się na Słowenii legalny dopiero niedawno. Tamtejszy rząd, który jest większościowym akcjonariuszem banku, zmienił prawo właśnie po to, by móc przeprowadzić operację na papierach Nova KBM. A wszystko po to, by ratować instytucję finansową przed upadkiem. Tamtejsze banki potrzebują dokapitalizowania na poziomie 4,8 miliarda euro, z czego tylko trzy największe instytucje (w tym Nova KBM) – prawie 3 miliardy euro.

Inwestorzy stracili nie tylko na słoweńskich akcjach

Warto jednak pamiętać o tym, że decyzja słoweńskiego rządu to nie jedyna tego typu niespodzianka, która przytrafiła się polskim inwestorom. W czerwcu ubiegłego roku z rachunków inwestorów giełdowych w podobnych okolicznościach zniknęły akcje – zarejestrowanego w USA – producenta alkoholi CEDC.

Borykający się z potężnymi problemami finansowymi producent popularnej Żubrówki złożył wniosek o upadłość w amerykańskim sądzie, następnie firma została zrestrukturyzowana, a w planie jej reorganizacji znalazł się miedzy innymi zapis o anulowaniu dotychczasowych akcji. Na taki zabieg zezwala prawo amerykańskiego stanu Delaware, któremu podlega spółka.

Ponad czterdzieści zagranicznych spółek na GPW

Przykłady słoweńskiego banku i amerykańskiego producenta wódki – choć dotyczą wyjątkowych sytuacji – to jednak powinny uczulić inwestorów na to, że handlowanie akcjami zagranicznych spółek może wiązać się z większym ryzykiem. Nie chodzi nawet o to, że kondycja spółek musi być zła, ale o fakt, że inwestorzy często nie mają najmniejszej wiedzy na temat zasad funkcjonowania rynku, na którym konkretna firma jest zarejestrowana, nie mówiąc już o zróżnicowanych przepisach prawa rynku kapitałowego.

Nie ma też co oczekiwać, by takie instytucje jak KNF, czy polska giełda, ostrzegały inwestorów. Jak nieoficjalnie przyznają przedstawiciele tych instytucji, nikt nie chce być posądzony o to, że dzieli spółki na lepsze i gorsze ze względu na ich pochodzenie. Inwestorowi można więc doradzić, by miał pełną świadomość tego, że w przypadku spółek zagranicznych wszelkie roszczenia w Polsce nic mu nie dadzą.

Na głównym parkiecie warszawskiej giełdy jest w tej chwili notowanych ponad 40 firm z 20 krajów. Do tego dochodzi jeszcze jedenaście spółek obecnych na New Connect. Jeżeli zbierzemy wszystkie firmy obecne na rynku podstawowym to okaże się, że ich łączna kapitalizacja sięga 259 miliardów złotych. To aż 30 procent wartości wszystkich spółek obecnych na głównym rynku GPW.

Warszawska giełda w ostatnich latach chętnie dopuszczała do obrotu firmy z Europy Środkowo-Wschodniej. Wśród największych zagranicznych graczy dominują spółki z Ukrainy, powiązane głównie z rolnictwem, jak np. obecny w WIG20 Kernel. Słowenię z kolei reprezentują jeszcze: firma farmaceutyczna KRKA oraz niedawny debiutant – producent sprzętu AGD Gorenje.

Łukasz Pałka i Paweł Zawadzki
Money.pl

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: