Publicystyka 14 stycznia 2013, 09:30

Dochodzenie w sprawie płaczącego wodza

Naiwnie wydawało mi się, że nigdy nie zejdę do poziomu prostowania łańcuszków, ale najwidoczniej przeceniałem się. Robię to, bo Polacy najwyraźniej oszaleli na punkcie projektu, oddalonej od nas o 9 tysięcy kilometrów elektrowni wodnej. Myślę, że jakieś kilkaset tysięcy Polaków (!) upiększyło już swojego facebooka o informację, jak cywilizacja białego człowieka chce wysiedlić tysiące Indian, dla czegoś tak prozaicznego jak prąd elektryczny. Przepraszam, nie „wysiedlić, a „skazać na śmierć’.

Szef Plemienia Kayapo otrzymuje najgorszą wiadomość swego życia (4 grudnia): Dilma, prezydent Brazylii wyraża zgodę na konstrukcję potężnej centrali hydroelektrycznej (trzecia w świecie pod względem wielkości). To wyrok śmierci dla wszystkich ludów żyjących nad rzeką, gdyż tama zaleje około 400 000 hektarów lasu. Ponad 40 000 Indian będzie musiało znaleźć nowe miejsca, by żyć. Zniszczenie naturalnego siedliska, deforestacja i zniknięcie wielu gatunków są faktami! (w oryginale wygląda to mniej więcej tak)

Większość debunkerów widząc taką informację, w pierwszej kolejności zwróci uwagę na zamazane zdjęcie jakie towarzyszy całej treści. Od kilku lat wielokrotnie podnoszę tę kwestię, iż nieostry obraz powinien wyświetlać w naszej głowie komunikat „uwaga, to może być przekręt!”. Przypomnę choćby latający spodek widoczny na średniowiecznych malowidłach, który po zbliżeniu okazuje się gołębicą; hieroglify przedstawiające czołgi i helikoptery w egipskich piramidach, które na lepszej jakości zdjęciach są wykutymi literami; czy choćby klatki z filmu, gdzie przyznający się do zamachów z 11 września Osama Bin Laden nie wyglądający jak Osama Bin Laden, bo tak zaszumiony jest jego obraz. Osoby, które w sposób profesjonalny fałszują filmy, walczą wręcz o nieostrość swojego materiału. Można to prześledzić na youtube’owym kanale użytkownika Faking Hoaxer. Zobaczmy zatem jak wygląda nasz płaczący Indianin na tej samej, ale wyraźniejszej fotce. Nadal nie da się stwierdzić czy rzeczywiście płacze, lepsza jakoś fotografii ujawnia jednak skąd bierze się jego smutny grymas twarzy. To czego nie widać na oryginalnej fotce to sporej wielkości dysk umieszczony w jego dolnej wardze, który naciąga jego mięśnie twarzy, nadając wyraz rozpaczy. W dodatku zdjęcie to figuruje w artykułach napisanych przed rokiem 2012, o jakim więc 4 grudnia mowa w opisie, bo na pewno nie 4 grudnia tego roku. Człowiek widniejący na zdjęciu to rzeczywiście wódz Indian Kayapo. Nie jest to jednak Indianin, któremu woda zaleje krytą liśćmi chatę (jak chyba sugeruje łańcuszek), ale Raoni Metuktire – choć trudno w to uwierzyć, międzynarodowy działacz na rzecz ochrony przyrody. Metuktire jeździ po całym świecie ze swoimi wykładami o Amazonii, obecnie promując swoją książkę we Francji. Jako leśny pacyfista, nawołuje też swoich wojowników do walki zbrojnej ze wszystkimi, którzy niszczą brazylijskie lasy.

placzacy-indianin

Co z 40 tysiącami Indian, którzy mają zostać przepędzeni ze swych wiosek przez nie mających serca inżynierów? Spójrzmy na miejsce budowy elektrowni Belo Monte i odszukajmy te wioski. Choć obraz jest tak ostry, że można policzyć drzewa, dzikich mieszkańców nie widać. Kilka kilometrów od tamy widzimy natomiast ponad 100 tysięczne miasto Altamira. Dziewiczy, nietknięty teren okazuje się siedliskiem panoszącego się współczesnego człowieka, nie zaś terenem łowieckim Indian, bez którego umrą z głodu. Nonsensem byłoby zaprzeczanie dużym zmianom, jakie przynieść może dla okolicy budowa tamy. Nie jest to jednak 40, a 20 tysięcy przesiedleńców, i nie są to wyłącznie dzicy Indianie polujący na małpy, w zasadzie nic w tej historii nie jest do końca prawdą. Mimo, że tak o nich marzymy, nie ma kochających ekologię, dobrych dzikich i złych białasów równających wszystko z ziemią. Nic nie jest czarno-białe na tyle, aby nasze sumienie mogło w końcu odetchnąć z ulgą, po tym jak poparliśmy jedynie słuszną stronę. „Wrzuciłem na fejsbuka zdjęcie z chudym psem, pod którym napisali, że jeśli je udostępnię pies dostanie 2 zł na karmę – zatem pomogłem”. Nie, nie pomogłeś. Pies nic nie dostanie, żaden tajemniczy filantrop nie sprawdza waszych lajków, nie czujcie się lepsi, bo nic dla tego psa nie zrobiliście. Sprawa płaczącego wodza irytuje mnie dodatkowo. Daje naszym bezkrytycznym rodakom absolutnie nieuprawnione poczucie bycia lepszym, sycąc sumienie, zapychając je internetowym barachłem. Opiera się w dodatku na nieprawdziwych informacjach, demonizując przy tym wycinkę lasu nie pod budowę willi magnata narkotykowego, ale czegoś tak normalnego jak elektrownia wodna. Może Polacy jednak pozwolą Brazylijczykom wyprodukować sobie trochę energii, aby i oni mogli odpalić komputer z facebookiem i tak pięknie jak my protestować.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: