Publicystyka 10 marca 2013, 02:06

Czy kryptozoologia to nauka?

Według najnowszych szacunków, na Ziemi pozostało do odkrycia blisko 7 milionów zwierząt. W 1833 roku brytyjski entomolog John Westwood oceniał, iż na świecie żyje łącznie 400 tysięcy gatunków owadów – dziś znamy ich więcej, a miliony pozostałych czekają w kolejce do klasyfikacji. W 1988 Robert May, biolog ewolucyjny z Oxfordu, oszacował ilość gatunków zwierząt lądowych pozostałych do odkrycia na 10 do 50 milionów. Mimo, iż zapas 7 milionów gatunków, o których nic nie wiemy to ogrom potencjalnych odkryć, wielu badaczy uznała te przewidywania za mocno niedoszacowane. 600 tysięcy gatunków grzybów wywołało oburzenie wśród niedocenionych w ten sposób mikologów – szczególnie, że niektórzy z nich mówią o 5 milionach gatunków swych ulubieńców. Tak naprawdę nie wiemy ile pozostało do odkrycia, wszak wystarczy, że jest tego cholernie dużo. Tak rysujące się sprawy wydają się być na rękę naszej tytułowej bohaterce.

Potwór z Loch Ness, przykład kryptydy. Fot. StaraBlazkova/cs.wikipedia

Potwór z Loch Ness, przykład kryptydy. Fot. StaraBlazkova/cs.wikipedia

Portale kryptozologiczne lubują się w wieściach o odkryciu nowego ssaka, co ma rzekomo dowodzić słuszności ich praktyk. Tymczasem kryptozoolodzy nie zajmują się poszukiwaniem organizmów nieznanych nauce. Termin „kryptozoologia” został ukuty przez Szkockiego podróżnika Ivana Sandersona w roku 1947. Przedrostek krypto oznacza coś ukrytego, zamaskowanego, nie zaś niepoznanego. Kryptozoolodzy dokładnie wiedzą czego szukają i koncentrują się na potwierdzeniu istnienia znanych sobie kilkuset kryptyd. Mają swoją listę mitologicznych stworów i tego się trzymają. Ludzie ci nawet jakby potknęli się o nowy gatunek słonia, nie zwróciliby na niego uwagi. Dowodem tej ignorancji jest nagminne nagłaśnianie odkryć dziwnych stworzeń, które okazują się anomaliami w obrębach popularnych gatunków lub osobnikami cierpiącymi na rzadkie choróbstwa. Ojciec kryptozoologii – Bernard Heuvelmans widział ją, jako naukę będącą połączeniem biologii i etnologii. W jego wizji kryptozoologia miała stosować się do metod naukowych, stając się w ten sposób uzupełnieniem klasycznej taksonomii. W przeciwieństwie do poruszających się po omacku biologów, kryptozoolodzy mieli być skuteczniejsi w poszukiwaniu nowych gatunków. Czerpiąc z wiedzy etnozoologicznej, folkloru i legend, kryptozoolodzy mieli z większa precyzją odszukiwać potencjalne okazy wykpiwane i marginalizowane przez główny nurt zoologii. Heuvelmans nie był pierwszym, który wpadł na ten pomysł. Na temat bardziej ekscytującej odmiany zwykle żmudnej systematyki spekulowano już XIX wieku, a jej orędownikiem był m.in szanowany w Europie biolog Anthonid Oudemans. Jednak dopiero pod wpływem Heuvelmansa zoolodzy z przygodowym zacięciem utworzyli w 1982 International Society of Cryptozoology..

Niestety nowa strategia odkrywania nieznanych lub uznanych za wymarłe gatunków okazała się bezowocna. W jednym z odcinków „Futuramy”, rozgoryczony profesor krzyczy do badacza Wielkiej Stopy „Bzdura! Pokaż jego odchody albo siedź cicho”, na co ten odpowiada: „Mam za to odchody gościa, który go widział”. Coś prawdziwego jest w tym dialogu. Aby zyskać wśród biologów szacunek, należało wylegitymować się jakimiś wynikami. Kiedy wielu profesjonalnych zoologów odwróciło się od kryptozoologii, ich miejsce zajęli amatorzy. W ten sposób podupadła resztka naukowego rygoru, a dowodem istnienia legendarnych gatunków stały się zamazane zdjęcia i przechadzające się w tle kadru niewyraźne sylwetki. Kryptozoologia zawsze była „nauką na skróty”, zaś przedmiotem jej dociekań było tylko to co spektakularne. „Szukamy nowego gatunku żaby? OK ale niech ma 2 metry i pluje ogniem” . Wraz z najazdem amatorszczyzny utraciła wszelki krytycyzm, zaś na każdy jej najdrobniejszy sukces przypadało średnio parę oszustw. Fatalnie wyglądają dziś wszechobecne konotacje z New Age, kosmitami i zjawiskami paranormalnymi. Dowody anegdotyczne, które miały być wskazówką, dla wielu krypozoologów stały się dowodami samymi w sobie. Brak powściągliwości, wysuwanie śmiałych tez przy bardzo słabych przesłankach oraz kwestionowanie uznanych teorii naukowych, odsunęło większość kryptozoologow od ustandaryzowanej nauki. Przez kilka lat miałem styczność z jednym z bardziej znanych polskich kryptozoologów, Markiem Sęką i z rozmów z nim wiem, że jego wiedza na temat tego czym jest nauka, na czym się opiera i jak funkcjonuje jest dość skromna. Kryptozoolodzy (i kryptozoolożki) wydają się w większości odporni na falsyfikacje swoich założeń, czego przykładem może być jezioro Loch Ness. Jest to chyba najlepiej przebadane jezioro świata, a już na pewno najpilniej monitorowane. Przez to w każdym większym jeziorze na Ziemi wodny potwor jest bardziej prawdopodobny niż tam.

Orientacyjna ilość ziemskich gatunków według: Camilo Mora, Derek P. Tittensor, Sina Adl, Alastair G. B. Simpson, Boris Worm, How Many Species Are There on Earth and in the Ocean?, „PLoS Biology”, tom 9, Sierpień 2011.

Orientacyjna ilość ziemskich gatunków według: Camilo Mora, Derek P. Tittensor, Sina Adl, Alastair G. B. Simpson, Boris Worm, How Many Species Are There on Earth and in the Ocean?, „PLoS Biology”, tom 9, Sierpień 2011.

Nawet jeśli kryptozoologia nie jest nauką, może być nie tyle pseudonauką, co rodzajem protonauki. Można by zastosować taką taryfę ulgową, jeśli dane zebrane przez kryptozoologów mają wartość dla biologów. Kryptozoologia jest na tyle protonauką na ile fotograf zaczajony w nocy w lesie przyczynia się do rozwoju dzisiejszej zoologii. Krzywdzącym byłoby jednak stawianie znaku równości pomiędzy wyprawą poszukiwaczy śladów tygrysa kaspijskiego (czysto hipotetycznie nazwijmy ją akcją „tygrys”), a grupą, która zapowiada odnalezienie w Afryce żywych dinozaurów, tudzież entuzjastów człowieka-ćmy (akcja „nowa okładka Super Expressu”). Uczestnicy akcji „tygrys” studiują dawny habitat tygrysa, interesuje ich pozyskanie empirycznych dowodów, zaś w terenie weryfikują swoje wcześniejsze hipotezy. Drudzy z podnieceniem biegają z kamerami, a każde zarejestrowane przez nich poruszenie liści uważają za dowód na istnienie dinozaurów. Opowieści randkowiczów z mothmanem są dla nich bardziej wiarygodne niż DNA. Chłopaki z „akcji tygrys” posiadają dobrze udokumentowany zapis kopalny celu swych polowań, ich rywale są ponad takie detale. Mothman jest skrajnie nieprawdopodobny, posiadając sylwetkę człowieka z nogami i rękoma, jednocześnie z parą skrzydeł na plecach. Niestety ryba, która po raz pierwszy wyspacerowała z wody jakieś 400 milionów lat temu zrobiła to nie na trzech, a na dwóch parach płetw. Od tej pory nie znamy ani jednego przypadku, ani w dzisiejszej przyrodzie, ani w jakiejkolwiek skamielinie, aby potomnym tego pierwszego tetrapoda udało się wykształcić dodatkową parę kończyć (za to niektórym jego dzieciom udało się je zredukować np. wężom). Charakterystyczna dla tetrapodów anatomia z dodatkowymi skrzydłami, nie będącymi metamorfozą przednich łap, jest cechą rozpoznawczą mitycznych stworów, wampirów, smoków, aniołów i oczywiście mothmana. Pytanie czy ekipa z „akcji tygrys” za sprawą swych działań przypadkiem nie wymyka się spod szyldu kryptozoologii? Czy naukowa odmiana kryptozoologii to nie po prostu zoologia?

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: