Historia,Publicystyka 30 marca 2013, 18:11

O badaniach Całunu Turyńskiego

Od początku badań całunu panował strach przed dopuszczeniem badaczy z zewnątrz, trzymano się sprawdzonej kościelnej formuły bycia sędzią we własnej sprawie. Mam tu na myśli oczywiście słynny STURP (The Shroud of Turin Research Project). Do projektu nie dopuszczono ekspertów od malarstwa średniowiecznego, zaś wybór naukowców okazał się stronniczy. Wielu z nich należało do amerykańskiej organizacji znanej jako Holy Shroud Guild sekcji Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela.

Całun Turyński

Całun Turyński

Są tematy, przed którymi chyba nie da się uciec. Chowam się przed nim, zaklinam, przepędzam, a i tak co jakiś czas czytam mniej więcej tego samego maila. Tematu Całunu Turyńskiego nie lubię przeokropnie. Masa artykułów na ten temat, na dzień dobry zniechęca mnie do pisania. Naprawdę ciężko pomyśleć tu coś nowego, temat wtórny i zdrenowany na wszystkie możliwe sposoby. Istnieje ponoć 40 tysięcy mniej lub bardziej naukowych książek poświęconych tej tkaninie! Dla porównania inny, także dość chodliwy temat w dziedzinie debunkingu – Atlantyda – to „jedynie” 1,5 tysiąca publikacji. Po drugie, okopanie ścierających się ze sobą stron jest nieprzeciętne, przy czym słowo okopanie nie oddaje w pełni głębokości tych okopów i niezmierzonych połaci ziemi niczyjej, tak rozległej, że ani sceptycy, ani orędownicy autentyczności całunu nie mogą się na niej spotkać. Nadmienię tylko, że każda ze stron ma po kilkanaście dowodów ostatecznie potwierdzających/podważających jego autentyczność. Dzisiejszą sobotę zarezerwowałem sobie na o wiele ciekawszego Ossowieckiego, tudzież połykaczy dziwnych przedmiotów, od mieczy po szkło, czuję jednak, że jeśli nie napisze o całunie to w końcu mnie zadusi.

Zakładam, iż każdy kto chce poznać argumenty za i przeciw całunowi z łatwością je sobie znajdzie, a jeśli tylko uprze się w poszukiwaniach, na pewno znajdzie i kontrargument na każdy z nich. Ja ze swojej strony rzucę jedynie garść piachu w oczy ludzi, w rękach których leży wyjaśnienie tajemnic całunu. Dzisiejszy kościół zachowuje się dokładnie odwrotnie od swego poprzednika z wieków ciemnych (które nie były wcale tak ciemne jak powszechnie się uważa). Jeden z pierwszych historycznych dokumentów związanych z całunem to list miejscowego biskupa do papieża Klemensa, donoszący o wynajętych ludziach udających schorzenia, którym na widok całunu przechodzić miały wszelkie dolegliwości, procederze zdzierającym z prostych ludzi ostatniego grosza. Postawa nie do pomyślenia dla współczesnych hierarchów w tej instytucji, personom, którym zależy chyba najmniej na wyjaśnieniu całego tego zamieszania. Jak dotąd poważne badania całunu przeprowadzano jedynie od końca lat 70-tych do końca lat 80-tych. Późniejsi badacze nie mogli już fizycznie ingerować w płótno, wycinać jego kawałków, czy szorować go w newralgicznych miejscach. Zapewne na wiele mogła pozwolić sobie wewnętrzna komisja Kościoła, powołana przez turyńską kurię na przełomie lat 60-tych i 70-tych. O wyniku ich badań nie wiemy za wiele, ale samo to, iż wiemy o nich tak mało, wiele mówi o ich wynikach. Kościół nie ukrywa stosowania publication bias w najczystszej postaci. Nikt nie słyszał o badaniach hostii z Sokółki czy o poszukiwaniach grobu św. Pawła w Bazylice za Murami, dopóki nie przyniosły spodziewanych efektów. Naukowe dochodzenia odbywają się w Kościele tajnie, jeśli kończą się jakkolwiek pozytywnie, dowiadujemy się o ich wyniku, jeśli negatywnie, nie wiemy nawet, iż takie próby weryfikacji miały miejsce.

Fragment Całunu Turyńskiego oraz negatyw

Fragment Całunu Turyńskiego oraz negatyw

Od początku badań całunu panował strach przed dopuszczeniem badaczy z zewnątrz, trzymano się sprawdzonej kościelnej formuły bycia sędzią we własnej sprawie. Mam tu na myśli oczywiście słynny STURP (The Shroud of Turin Research Project). Do projektu nie dopuszczono ekspertów od malarstwa średniowiecznego, zaś wybór naukowców okazał się stronniczy. Wielu z nich należało do amerykańskiej organizacji znanej jako Holy Shroud Guild sekcji Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela. Oddelegowanie do tego zadania Holy Shroud Guild, organizacji która na swoją misje wytyczyła sobie głoszenie katolickiej prawdy o świętym całunie, obrazuje analogia wymyślona wówczas przez Joe Nickella „to jakby członków Towarzystwa Płaskiej Ziemi prosić o zbadanie krzywizny naszej planety”. Badania okazały się bezpłodne, nic nie wyjaśniono, a brak odpowiedzi wspierał status quo całunu jako niezmierzonego cudu bożego. To, że dwóch członków STURPu należało nawet do Rady Wykonawczej Holy Shroud Guil, to także stała cecha podobnych badań. Wracając do Sokółki przypomnę, iż wtedy badania zlecono przeciwniczce aborcji, zaangażowanej w beatyfikacje spowiednika siostry Faustyny, i obrończyni Radia Maryja w jednym, profesor Sobaniec. Dla mnie największym kuriozum stanowiły kościelne funkcje pokroju advocatus diaboli czy „promotora sprawiedliwości”, w których nawet do obrony wyjaśnień naturalnych typuje się osoby duchowne. Gdyby rzeczywiście władzom kościelnym zależało na racjonalnym stanowisku w procesie weryfikacji cudów, myślę że z radością profesjonalne organizacje jak CSICOP podjęłyby się tego trudu, zamiast znęcać się nad znanymi ze swego sceptycyzmu katolickimi księżmi.

Dekadę badań całunu kończy budząca chyba największe zainteresowanie konferencja w dziejach Kościoła, przebijająca chyba nawet tą, na której ujawniono III Tajemnice Fatimską, czyli słynne ogłoszenie wyników datowania C14 w 1988 roku. Jak się okazuje, trzy wtenczas największe ośrodki na świecie zajmujące się tym datowaniem, dokładnie tak samo badziewnie oczyściły swój fragment materiału, zgodnie podając jego wiek na XIV stulecie. Już przed badaniem wiadomo było, iż wskazanie na I-II wiek potrząśnie sceptykami, jednak wciąż bezspornie nie powiąże tkaniny z Jezusem Chrystusem. Z drugiej strony, naukowe dowody nigdy nie sprawdzały się w kwestiach wiary, więc trudno było sądzić, iż negatywny dla katolików wynik zrewiduje ich pogląd na całun. Nie trwało to długo. Na liczącym kilka godzin nagraniu z pobrania próbki przez naukowców, doszukano się fragmentu kiedy na chwilę opuszcza ona pole widzenia, trafiając na zaplecze. Wszystko stało się jasne – fałszerstwo! Dziś najmodniejsza teoria to hipoteza łat. Całun jest pokryty średniowiecznymi łatami, sęk w tym, że nikt w trakcie wyboru miejsca, z którego pobrano wycinek tej rzekomej łaty nie widział. Co więcej, także dziś nikt z przekonaniem nie wie co jest łatą, a co nią nie jest. Oczywiście, dzisiejsze badania metodą C14 byłyby dokładniejsze niż te 20 lat temu, pewnie za dwadzieścia lat można by zrobić to jeszcze dokładniej, zawsze coś będzie można zrobić lepiej. Nie sądzę jednak, aby ktoś położył na szali kolejnego badania swoją wiarę w całun.

W tym roku Całun Turyński na miesiąc udostępniono do oglądania publiczności (pierwotnie miało to nastąpić dopiero w 2025). Możliwości badaczy ograniczono w najlepszym wypadku do fotek w wysokich rozdzielczościach. Kościół odmawia możliwości przeprowadzania powtórnych datowań przypominając, iż już raz je przeprowadzono, mimo to z entuzjazmem przyjmuje snucie kolejnych gdybań, niejednokrotnie samemu te wątpliwości nieoficjalnie wysuwając. Zasłaniając się niekorzystnymi dla siebie wynikami, aby nie testować nowych pozytywnych dla siebie tez – sprytne posunięcie na obronę wiary, wiary bo na pewno nie prawdy. Od dłuższego czasu wszystkie nowe odkrycia jeśli chodzi o całun pochodzą ze zdjęć, w które wpatrują się zagorzali wierni. Dotychczas moim ulubionym były monety z epoki Jezusa, które już wiele lat temu dostrzeżono na jego oczach. Pól roku temu zdetronizowała je watykańska badaczka dr Barbara Frale. Historyczka pracująca w Archiwach Watykańskich nie tylko zobaczyła na całunu odcisk świadectwa zgonu, opatrzony napisem „Całun Jezusa Nazarejczyka”, ale wytężając wzrok odczytała i resztę napisu: „W 16 roku rządów Imperatora Tyberiusza Jezus Nazarejczyk, zdjęty wczesnym wieczorem po wykonaniu wyroku śmierci, na który skazał go rzymski sędzia, ponieważ za winnego uznały go żydowskie władze, niniejszym jest odesłany do pogrzebania i nakazuje się wydać go jego rodzinie dopiero po pełnym roku. Podpisano…” Podpis urzędnika nie zachował się (w przeciwieństwie do napisu) – może rzeczywiście lepiej, aby Watykan nie zabierał się za badania Całunu Turyńskiego.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: