Publicystyka 25 lutego 2013, 09:21

Autor tego artykułu leczy się z gejostwa

Na początku lat 40-tych XX wieku opublikował wyniki swoich badań na temat szokowych dawek pentetrazolu (metrazolu), środka powodującym potworne konwulsje ciała. Okazało się, że pentetrazol wykazywał stuprocentową skuteczność leczenia z homoseksualizmu. Po jednym takim zabiegu, nie było już takich którzy nadal twierdziliby, iż są homoseksualistami. Gdyby Owensby chciał zamienić gejów i lesbijki w nietoperze, myślę, że wszyscy upieraliby się, iż są nietoperzami byleby tylko uniknąć kolejnej dawki.

Sympozjon w starożytnej Grecji

Sympozjon w starożytnej Grecji

Cały XX wiek to gejzer pomysłów na to jak wyleczyć homoseksualistów z ich obrzydliwej przypadłości. Lekarstwa doszukiwano się w kastracji, przepłukiwaniu pęcherza oraz w masażu prostaty. Ten ostatni miał zniszczyć w odbycie komórki homoseksualne i zastąpić je zdrowymi, heteroseksualnymi. Jeden z ojców endokrynologii Eugen Steinach własnoręcznie kierował operacją transplantacji jąder siedmiu homoseksualistów, wymieniając ich zwyrodniałe organy jądrami heteroseksualnych dawców. Gejom to jednak nie pomogło. Leczenie przeniesiono na bardziej wyrafinowany poziom – poziom umysłu. Pałeczkę przejęli psychoanalitycy, ale również inni specjaliści mieli coś do powiedzenia. Praktykowano proste warunkowanie polegające na rażeniu prądem za podniecenie scenami homoerotycznymi. Metodę tę zastosowano po raz pierwszy w roku 1935 na Uniwersytecie Nowojorskim, zaś jej stosowanie osiągnęło apogeum w latach 60-tych i na początku lat 70-tych. Pozytywne wygaszenie miało oduczyć pacjentów lubieżnych skłonności. Kiedy tylko pozwolili sobie na erekcję na widok nagich panów, drażniono ich prądem w nadgarstki lub bezpośrednio w penisa. Bez efektów. Wiele źródeł twierdzi, iż homoseksualizm leczono przy pomocy ECT – terapii elektrowstrząsowej, a więc poprzez przepuszczanie prądu bezpośrednio przez głowę pacjenta. Znane są tylko pojedyncze przypadki stosowania ECT w leczeniu homoseksualizmu. Nawet wtedy homoseksualizm był tylko jedną z wielu przesłanek do stosowania elektrowstrząsów. Nie był jednak przesłanką najważniejszą. Chyba jedynym przypadkiem, kiedy terapia zakończyła się całkowitym sukcesem, były poczynania doktora Owensby. Na początku lat 40-tych XX wieku opublikował wyniki swoich badań na temat szokowych dawek pentetrazolu (metrazolu), środka powodującym potworne konwulsje ciała. Okazało się, że pentetrazol wykazywał stuprocentową skuteczność leczenia z homoseksualizmu. Po jednym takim zabiegu, nie było już takich którzy nadal twierdziliby, iż są homoseksualistami. Gdyby Owensby chciał zamienić gejów i lesbijki w nietoperze, myślę, że wszyscy upieraliby się, iż są nietoperzami byleby tylko uniknąć kolejnej dawki.

Wydaje się niemożliwe, aby po takich doświadczeniach ktoś jeszcze chciał leczyć homoseksualizm – jednak nic bardziej mylnego. Oręża do walki z pedalstwem w Polsce dostarcza m.in modlitewna grupa „Pascha”. Jest ona jedną z bardziej liberalnych wspólnot tego typu. W większości naszych grup modlitewnych po coming outcie smagano by nas kijami, zaś „Pascha” wyciąga rękę i próbuje leczyć. Za mało we mnie gejostwa by zgłosić akces do grupy, ale zapoznałem się z lekturami jakie polecają. Nigdy nie wiadomo kiedy dopadnie nas wirus homoseksualizmu, warto się zaszczepić. Treść tych książek to mieszanka Biblii z psychoanalizą. „Podróż ku pełni męskości” Alana Medingera to przykład typowej terapii reparatywnej, z przewijającą się przez całą książkę frazą „Ciało i Krew Jezusa Chrystusa”. Najlepszą metodą wyleczenia, jest według autora porzucenie typowo gejowskich zainteresowań sztuką i zastąpienie ich graniem w piłkę, naprawianiem dachu i innymi męskimi zajęciami. 60 lat temu Arthur Guy Mathews przekonywał Amerykanów, że lesbijkę można wyleczyć robiąc jej modną fryzurę i ucząc się malować. Mathews zwykł zresztą nazywać homoseksualizm „bombą atomową zrzuconą na Amerykę przez Stalina”. Książka Medingera przepełniona jest natomiast stereotypowymi przykładami ról kobiet i mężczyzn – Opowiastkami z Biblii jak Aron orał wołami ziemię, a jego kobieta ocierała mu pot z czoła, tudzież jak Michajasz wykuwał miecze z brązu dla swoich towarzyszy. Te przykłady akurat wymyśliłem, ale dobrze oddają ducha tego dziela. Kluczową lekturą dla przyszłego ex-geja jest chyba „Wyjść na prostą” Richarda Cohena. Co „Pascha” przemilcza? Kogo firmuje na swej stronie? Mimo, że terapia stworzona przez Cohena, jak mniemam należy do podstawowych narzędzi „Paschy”, Cohen nie jest żadnym terapeutą. W Stanach nie wolno posługiwać mu się tym tytułem, więc sam siebie określa jako „trenera”. W 2002 roku Cohen został usunięty z American Counseling Association za szereg nadużyć. Jednym z 6 oficjalnych powodów było zaspokajanie własnych potrzeb kosztem swoich klientów. Wykorzystywał ich zaufanie do promocji własnych produktów, a także zmuszał do bezpłatnej pracy w swej fundacji. Ciekawe, że kiedy Cohen przyleciał do Polski, przestał być trenerem.. Zaczął tytułować się psychoterapeutą. W naszym kraju Cohen przedstawiany jest jako przyjaciel homoseksualistów, jednak kiedy ACA wydaliło go ze swoich szeregów, nazwał ich „gejowskim klubem”. Jak rozumiem „gejowski klub” to w jego ustach najgorszy z epitetów. W polskim przekładzie wstęp do „Wyjść na prostą” napisał biskup Zbigniew Kiemikowski, jednak w oryginale jego autorką jest Laura Schlessinger. Znienawidzona przez środowiska LGBT, za co odwdzięczyła się, nazywając homoseksualistów „dewiantami” i „błędami natury”. Trudno powiedzieć jak wyzdrowienie z homoseksualizmu wyobraża sobie Cohen, skoro wiadomo, że nie ma tu mowa o jakimkolwiek wyleczeniu. Cohen poleca przedziwną metodę zwaną bioenergetyką – hasło te jest dowodem, jak gówniana jest polska Wikipedia.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: