Kultura,Nauka 9 stycznia 2013, 21:37

Apokalipsa after party

Bez otrząsania się z nuklearnego popiołu, bez wykopania choćby jednego dołu z wapnem na zadżumione ciała, udało mi się przetrwać 21 grudnia. Jeszcze w marcu zeszłego roku końca 13 baktuna Majów obawiało się 12% naszych rodaków (w grudniu było to 2%). Trzysta tysięcy Polaków przekonanych przed miesiącem o końcu świata gdzieś nam się ulotniło. Są jednak osoby, które najwidoczniej nienawidzą innych ludzi na tyle, że wytropią tą łatwowierną masę choćby na krańcu Ziemi. Bóg poskąpił mi miłosierdzia, więc z perwersyjną przyjemnością postanowiłem przejrzeć doniesienia z tego dnia. Z punktu widzenia polskiego telewizora wyglądało to śmiertelnie nudno. Poza akcją marketingową jednego ze sklepów niewiele się działo. A na świecie? Na świecie mieliśmy wszystko: pomyleńców, nawiedzone sekty, a nawet oficjalne państwowe obchody końca świata. Owe imprezy były domeną krajów Ameryki Środkowej, które na apokalipsie sporo zarobiły. Tylko w ten dzień przez ruiny Majów przewinęło się ponad 60 tysięcy turystów. Szkoda, że Słowianie nie mieli kalendarza z jakąś newralgiczną datą.

Końca nie widać, fot. czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Końca nie widać, fot. czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli już przodkowie poskąpili nam końców świata, dobrze mieć jakieś mistyczne miejsca, które zwabią new age’owców. Rzesze turystów zgromadziła bośniacka „piramida” w VIsoko, zaś kilkadziesiąt tysięcy nawiedzonych przybyło 21 grudnia do tureckiej wsi Sirince. Co ciekawe, w tej położonej niedaleko Efezu wiosce, gdzie w jednej z wersji do nieba wstąpiła Matka Boska, znano nawet dokładną godzinę apokalipsy – 13:11 czasu lokalnego. Ewidentnie przedobrzył burmistrz pirenejskiego Bugarach, gdzie 21 grudnia wylądować mieli kosmici. Jean-Pierre Delord tak rozreklamował to wydarzenie, że 3 dni przed ową wiekuistą datą, policja musiała okrążyć pobliską mistyczną górę, aby ograniczyć ilość imprezowiczów. Z tego co mi wiadomo kosmici jednak nie przylecieli. Pic de Bugarach nie było jedyną górą, którą zamknięto z okazji końca świata. Podobny los spotkał argentyńską Uritorco, po tym jak w lokalnej społeczności zaczęły krążyć pogłoski o portalu, jaki otworzyć ma się na jej szczycie. Górę zamknięto po odnalezieniu na facebooku grupy o prowokacyjnej nazwie „“Suicidio mágico masivo 21/12/2012”. Żadne masowe „suicidio” nie miało na szczęście miejsca. Jedyna niedoszła próba masowego samobójstwa miała miejsce w Brazylii, gdzie w październiku policja wkroczyła na teren apokaliptycznej sekty Luisa Pereira dos Santosa i aresztowała 112 jego wyznawców. Sektą, o której 21 grudnia było najgłośniej, stał się Kościół Boga Wszechmogącego. Głosi on, iż Jezus urodzi się niebawem na nowo, pod postacią dziewczynki „w zwykłej rodzinie w północnych Chinach”. W przededniu apokalipsy władze chińskie aresztowały, w jednej wersji 500, w drugiej 1000 członków kościoła. Rozpowszechniali oni ulotki o nadchodzących dniach ciemności i końcu komunizmu, które miały nadejść wraz z przełomem w kalendarzu Majów.

Większość doniesień na temat recepcji grudniowej apokalipsy dotyczy różnego rodzaju historyjek. W rosyjskim mieście Ułan Udei, w stolicy Buriacji, wykupiono wszystkie świece i zapałki, po tym jak lokalny mnich, znany jako „Wyrocznia Shambhaly” potwierdził grudniową apokalipsę. W malezyjskim mieście Taman Desa Damai obrabowano kurzą fermę. Za tą eksplozją drobiarskiej przestępczości stać miała wiara, że obecność w mieszkaniu kury i koguta złagodzi nieprzyjemny powiew nowej ery. W Denver urzędnicy nie wiedzieli jak przetestować nowy system syren ostrzegawczych, aby nie wywołać paniki związanej z końcem świata. Na niewiedzy o końcu świata można było zarobić. Pisząc zarobić, mam na myśli nie stracić – tzn. nie kupić biletów na arki, jakie w 21 grudnia pojawiły się na chińskich portalach aukcyjnych. Sprawa nabrała takich rozmiarów, że doczekała się dementi od przedstawicieli ONZ. Trzeba też przyznać, że nie śledząc doniesień o Armagedonie można było też stracić. Ponoć serwisy randkowe tego dnia przeżyły nalot ogłoszeń matrymonialnych z ofertą niezobowiązującego seksu w obliczu końca świata.

Autorem tekstu jest Michał Łaszczyk. Artykuł pochodzi ze strony czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: