Publicystyka 5 marca 2013, 10:52

Apiterapia – pani pszczoła w natarciu

Wszystko co dotknie lub na co popatrzy pszczoła, uważane jest w Polsce za zdrowe: miód, pszczeli kit, pyłek kwiatowy, pszczele larwy, mleczko pszczele, naklejka z pszczołą, jad pszczeli, pszczeli wosk, a nawet powietrze ulowe.

Pani pszczoła w natarciu, fot. Maciej Czyżewski

Pani pszczoła w natarciu, fot. Maciej Czyżewski

Medycyną alternatywną, która ostro dobija się do wrót „potwierdzone działanie” jest apiterapia – leczenie produktami pszczelimi. Jeśli największym alternatywnym kaszanom przypisuje się lecznicze działanie na połowę znanych chorób, proszę sobie wyobrazić, ile musi leczyć coś, co pretenduje już do medycyny głównego nurtu. Otóż pszczele mazidła leczą wszystko! Wszystkie przypadłości jakie znam, plus kilka takich chorób, o których istnieniu nie wiedziałem. Pszczołowa medycyna jest tak wyczesana, że leczy nie tylko choroby istniejące, ale i te nieistniejące. Na stronce dr Jacka Roika, (który poza miodem leczy też tartymi buraczkami ze słoika) dowiedzieć się można, iż wosk pszczeli eliminuje promieniowanie elektromagnetyczne wytwarzane przez urządzenia elektryczne. W kraju, który miód i barcie ukochał, nie uświadczymy krytycznych komentarzy. Owe nieskończone listy dolegliwości jakie załatwić może za nas pszczoła są najpewniej zwykłym bublem. Nawet jeśli apiterapia jest czymś obiecującym, zanim lekarz na szpitalnym obchodzie zacznie nas maziać miodem, wszystko to trzeba jeszcze udowodnić. Naturaliści najchętniej już dziś weszliby do apteki, wypieprzyli wszystko z pólek i szuflad, a na środku postawili wielgachny ul. Apiterapeutykom przypisuje się brak skutków ubocznych i lepszą przyswajalność niż „zwykłych leków”. W końcu pszczołowe bajery są naturalne, nie jakaś tam chemia.

Jeśli chodzi o pszczeli asortyment, wszystko co dotknie lub na co popatrzy pszczoła, uważane jest w Polsce za zdrowe: miód, pszczeli kit, pyłek kwiatowy, pszczele larwy, mleczko pszczele, naklejka z pszczołą, jad pszczeli, pszczeli wosk, a nawet powietrze ulowe. Najpopularniejszy jest oczywiście miód, a najpopularniejszą dolegliwością, na którą się go podaje jest przeziębienie. Każda mama Jasia i Krzysia wie, że najlepszy jest wtedy czosnek i miód. Nie ma żadnych przekonywujących dowodów klinicznych na to, że czosnek pomaga przy przeziębieniu. Odrobinkę, ale tylko odrobinkę lepiej jest z miodem. Jak na lekarstwo mamy porządnie zaślepionych badań. Te pojedyncze, którymi dysponujemy dają pewną nadzieję – miód najpewniej pomaga na kaszel. Co jednak z jego najbardziej legendarną cechą, a więc działaniem antybakteryjnym? Zastosowanie miodu przy gojeniu ran badano kilka lat temu w Polsce. Tak, tak jeszcze się u nas coś bada. Badanie przeprowadzono na świniach, które zawczasu poparzono. Badanie dało wynik umiarkowanie pozytywny. Nie wiemy jednak czy miód zawiera jakieś swoje antybakteryjne związki czy to po prostu zawarte w nim cukry (fruktoza, glukoza maltozy i sacharoza) odpowiedzialne są za te antybakteryjne własności. Starcie magicznego pszczelego miodu z miodem sztucznym (cukier wraz z barwnikiem i aromatem) pozostaje nierozstrzygnięte. Jedni dowodzą że prawdziwy miód bije sztuczny na głowę, inni, że miód sztuczny leczy równie skutecznie jak naturalny. Jeśli chodzi o działania większego kalibru, to również kwestia wyboru komu ufać. Jeśli wierzyć badaniom Uniwersystetu w Zagrzebiu, produkty pszczele mogą być pomocne w leczeniu raka. W tym samym czasie, ale dokładnie przeciwną opinie wyraziło American Cancer Society, które orzekło, że pszczele dary nie są skuteczne w zapobieganiu i leczeniu raka.

Zabiegiem bardziej popularnym niż gdzie indziej, jest w Polsce leczenie pszczelim jadem. Znana ludowa metoda rozpropagowana dzięki pracom Philipa Terca w XIX wieku. Czemu to akurat jad pszczoły ma leczyć, a nie np. jad pająka, szerszenia, mrówki, osy czy innego owada? Jeśli pszczoła daje coś tak zdrowego ja miód, najpewniej jej jad też musi leczyć. Matka ewolucja wystryknęła pszczoły na dudka, dając im toksyny, które zamiast odstraszać wszystkich dookoła, leczą. Przynajmniej tak twierdzą zwolennicy apitoksynoterapii. Jeśli chodzi o leczenie pszczelim jadem reumatyzmu, badania takie prowadzą prawie wyłącznie Chińczycy. Ich wyniki są jednoznacznie pozytywne. Podchodziłbym do nich ostrożnie, wiele z nich publikowanych jest w przeglądach tradycyjnej medycyny chińskiej, a w badaniach pszczeli jad podawany jest przy okazji akupunktury. Niemniej nie wszystkie wyniki da się w ten sposób zdyskredytować, nie przekreślałbym zatem jakiegoś pozytywnego działania. Równie niewyraźne są wyniki zastosowania pszczelego jadu w przypadku stwardnienia rozsianego. Ostatnie kilka lat przyniosły wyniki, w których jad pszczeli pomaga, nie działa lub szkodzi w leczeniu stwardnienia rozsianego. Pytanie czy warto. Mówimy w końcu o niebezpiecznej substancji, wywołującej silne reakcje alergiczne, a z nimi uszkodzenia nerek, wątroby i mięśnia sercowego. Większość z nas nie mieszka przecież w środku puszczy i nie jest skazana tylko na to, co znajdziemy w lesie, co wiewiórce wyleci z łapy. Gdybym jutro stał się borowym dziadem, z braku laku pewnie zainteresowałbym się taką metodą leczenia. Wszystko to jednak w trybie hipotetycznym. Nie musimy na własną rękę eksperymentować z jadem pszczoły, kobry czy skorpiona. Z tej lawiny niepewności warto zapamiętać, że nie wiemy czy apiterapia działa. Na razie wiemy tylko tyle, że działać może.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: