Nauka,Publicystyka 28 lutego 2013, 00:08

AIDS alternatywy

Ci, którzy krytykują medycynę alternatywną znają do obrzydzenia argument, iż czepiają się czegoś, co w gruncie rzeczy jest nieszkodliwe. Jak szkodliwe może być otwarcie się na coś więcej niż zestarzała medycyna oparta na danych naukowych? Niektórzy po prostu lubią leczyć grypę malinami. Niestety ludziom zdarzają się i poważniejsze dolegliwości niż katar.

Wirus HIV (zielony) pączkujący z hodowanego limfocytu. Obraz z elektronowego mikroskopu skaningowego, fot. CDC / C. Goldsmith, P. Feorino, E. L. Palmer, W. R. McManus

Wirus HIV (zielony) pączkujący z hodowanego limfocytu. Obraz z elektronowego mikroskopu skaningowego, fot. CDC / C. Goldsmith, P. Feorino, E. L. Palmer, W. R. McManus

W naszym biednym społeczeństwie, nierzadko dopiero kiedy dopadnie na coś groźniejszego, jesteśmy gotowi skorzystać z ceniących się specjalistów medycyny alternatywnej. Dopiero kiedy u ojca rozpoznano stwardnienie rozsiane, rodzina zaciska pasa, aby opłacić pana od magicznych kryształów. W Polsce niekonwencjonalne terapie leczenia AIDS nie są na szczęście zbyt popularne. Nawet jeśli stosuje się u nas podejrzane terapie naturalne, mamy równoległy dostęp do terapii konwencjonalnych na bazie leków antyretrowirusowych (ARV). To już chyba taki znak czasów. W Bangalore, jednym z centrum Indyjskiej nauki, tuż obok instytucji naukowych stoją kliniki leczące AIDS przy pomocy medycyny ajurwedy i jogi. W hinduskiej medycynie siddha przyczynę AIDS upatruje się w niewłaściwej diecie oraz nadmiarze seksu, powodującym niedobór prany. W Indiach każdego roku na AIDS umiera ponad 200 tys. osób.

Bezrefleksyjne chłonięcie sensacyjnych newsów bez pytania o dowody, to układanie drewna pod własny stos. W latach 80tych rosyjska propaganda rozpowszechniała informacje, iż AIDS to kapitalistyczny twór z amerykańskich laboratoriów. Chorobę stworzono, aby wytępić czarną ludność, w co zresztą do dziś wierzy 15% czarnych obywateli USA. Macki KGB rozpowiadały jak amerykańscy naukowcy pod pretekstem szczepień na cholerę z premedytacją zarażają ludność Konga. Amerykanie mieli też na Czarnym Lądzie nasączać wirusem prezerwatywy. Dzieło zniszczenia radzieckich służb kontynuują na terytorium samych Stanów Alan Cantwell i Leonard Horowitz. Oni również uważają, że AIDS to broń biologiczna USA do eliminacji niewygodnych elementów społecznych. Cytaty z Horowitza znalazły się w bojkocie wszelkich szczepień, wydanej przez Nation of Islam. Na książki Horowitza powoływał się kontrowersyjny pastor Obamy, Jeremiah Wright. Tak naprawdę możemy sobie wierzyć, że AIDS pochodzi z kosmosu (jak ulubiony astronom kreacjonistów Fred Hoyle), dopóki tylko nie leczymy ludzi księżycowym pyłem. Alternatywne metody leczenia tej choroby są o wiele bardziej niebezpieczne niż pseudonaukowe teorie jej powstania – acz obie te głupoty są ze sobą powiązane. Prezydent Thabo Mbeki, który wierzył, iż AIDS to twór białych przeciwko czarnym sukcesywnie odmawiał przyjęcia przez RPA leków ARV. Chorym zalecał łykanie witamin, zaś rządząca przez 9 lat minister zdrowia Manto Tshabalala-Msimang ponad leki ARV preferowała czosnek i sok z cytryny. Koszty posiadania przez Mbeki „alternatywnych informacji na temat AIDS” szacuje się na ponad 300 tys. dodatkowych zgonów i 35 tys. zakażonych HIV niemowląt. W RPA około 30% mężczyzn wciąż wierzy, że seks z dziewicą leczy AIDS. Pomysł na takie poradzenie sobie z tą chorobą utwierdza tamtejsza medycyn ludowa. Tylko w Zimbabwe z tego powodu gwałconych jest od kilkuset do kilku tysięcy dzieciaków rocznie.

Aby rozpropagować swoje głupoty warto zrobić o nich stylizowany na dokument film. Tak powstały arcydzieła pokroju Zeitgeist, czy 911 in Plane Site. Tematykę debilizmów o AIDS reprezentują mało u nas znane, kanadyjski film House of Numbers, oraz The Other Side of AIDS Robina Scovilla. W obu gwiazdą jest Christine Maggiore założycielka organizacji Alive & Well AIDS Alternatives, kwestionującej związki HIV z AIDS. Według Maggiore AIDS to skutek niedożywienia, stresu i zażywania narkotyków. Chorobę najlepiej zwalczać ziołami, homeopatią, lewatywą i akupunkturą. W tle ideologii tradycyjnie przewijają się koncerny farmakologiczne, które w ramach polityki pazerności same zarażają nas AIDS. Maggiore, będąc nosicielką HIV, nie przyjmowała w trakcie ciąży leków ARV (zapobiegającym przeniesieniu się wirusa z matki na dziecko). Jej organizacja namawiała do tego także inne kobiety. Trzy lata później, kiedy dziecko miało już symptomy zaawansowanego stadium AIDS, diagnozujący ją specjaliści z jej własnej organizacji utwierdzali ją w przekonaniu, iż dziewczyna jest całkowicie zdrowa. Dziewczynka trafiła do szpitala Valley Presbyterian w Los Angeles dopiero kiedy przestała oddychać, zaś szpitalny koroner za jednoznaczną przyczynę zgonu uznał powikłania związane z AIDS. Na tą wieść, matka przygotowała własną ekspertyzę, autorstwa swego druha po fachu, weterynarza Mohammeda Al-Bayati (autora książki HIV Does Not Cause AIDS). Al-Bayati uznał, iż to podanie antybiotyków doprowadziło do śmierci dziecka. Sama Christine Maggiore zmarła w grudniu 2008, zaś towarzyszące jej symptomy także wskazują na AIDS (choć autopsji nigdy nie przeprowadzono). Jej przyjaciel i kompan Michael Ellner za oficjalną przyczynę śmierci podał stres w wyniku nagonki medialnej.

Michał Łaszczyk
czajniczek-pana-russella.blogspot.com

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz odwiedzać nas częściej, udostępnij go na Facebooku, skomentuj oraz polub nasz portal, by otrzymywać więcej treści, które mogą Cię zainteresować: